Wyświetlam 1 - 20 z 73 notek

♥♥ Od Agatki ♥♥

  • Napisane 5 listopada 2012 o 22:18

Cześć Piękne!
No to może od razu przejdę do rzeczy… Zakończenie bloga! O tak! Muszę powiedzieć, tak jak pisałam wcześniej od samego prawie początku wyszłam z założeniem że tak będzie wyglądał ostatni rozdział. Teraz pytanie: Dlaczego ja to do cholery zrobiłam? :D Otóż, uwielbiam czytać opowiadania o naszych chłopakach, tylko czasami właśnie zakończenia mnie rozczarowują. Fajnie się czyta jakąś historię, a kończy się ona słowami „ i wtedy ….. (Harry/Niall/Louis/Liam/Zayn) poprosił mnie o rękę i żyliśmy długo i szczęśliwie” i bla bla bla… mam nadzieję, że nie będziecie mi miały za złe tego ale takie zakończenie (tj. ślub, albo coś w ten deseń) jest dla mnie zbyt…hmm… cukierkowe? Tak, to stwierdzenie chyba najbardziej mi odpowiada. Rozważałam jeszcze coś bardziej dramatycznego ( ktoś ją zgwałcił, albo zabił w lesie) ale stwierdziłam, że to nie to. Tym opowiadaniem chciałam wam umilić czas, a końcówką sprawić… może zabrzmi to głupio, albo niedojrzale, że wszystko może się zdarzyć. W zależności od tego jak potoczy się nasze decyzje, no i może… że należy spełniać swoje marzenia (tj. Kaśka ze studiami za granicą) No i najważniejszy i chyba najbardziej „banalny” aspekt… MIŁOŚĆ :D jestem teraz na takim etapie w życiu, że wiecie… Myślę o tym jak będzie wyglądać moje życie, jak to się dalej potoczy, ale cały czas przewija się ten wątek właśnie Miłość… Życzę wam wszystkim i każdej z osobna, no i sobie oczywiście, abyście w życiu ją spotkały.
Gdy jakieś dwa miesiące temu zdradziłam Marcie jak chcę zakończyć to powiedziała „ Co?!?!??! Poje*ało cie?!?!? Przecież one cie zabiją!” ale po chwili dodała „Ej wiesz… to jest jednak mądre i dobre! Co nie zmienia faktu że cie zabiją”
Co jeszcze? Muszę powiedzieć, że prowadzenie tego bloga było naprawdę wspaniałą przygodą. Dzięki chłopakom poznałam kilka naprawdę świetnych osób! Każdy komentarz, każde otwarcie witryny było dla mnie zaszczytem!
A tak mniej więcej wyglądałam czytając pierwszy komentarz:

Image and video hosting by TinyPic

A gdy na blogu pojawiało ich się coraz to więcej:

Image and video hosting by TinyPic

Teraz, następuję ta część której mam nadzieję sprostać. Otóż podziękowania. Dla was wszystkich i każdej z osobna.
Marta – no tak. Musiała bym bardzo dużo napisać by wyrazić ile ci zawdzięczam! Prawda jest taka, że ten blog powstał w 40% dzięki Tobie. Dzięki tobie i twoim namowom, twoim tekstom w stylu „Agata debilu! Jeszcze nie dodałaś?! Jak cie w szkole zobaczę to ci nakopie do dupy!”, uwielbiam i dziękuję ci za to jak razem ze mną analizowałaś wszystkie wątki. Jak na polskim otwierałaś szeroko oczy ze zdumienia czytając co też nowego mam zamiar zrobić. Wiem że zaraziłam cie ONE DIRECTION INFECTION, ale mimo to mnie kochasz ;p. Po prostu dziękuję za wszystko. Kocham :*
Piggy ( sory Dir nie wiedziałam, którą napisać pierwszą i wyszło na nią ;p ) a więc, wracając do panny Piggy! Oj kochana! Byłaś i jesteś dla mnie istnym wzorem do naśladowania! To właśnie ty zainspirowałaś mnie do napisania opowiadania. Czytając twoją historię wiedziałam, że nigdy nie będę tak dobra jak ty, ale stwierdziłam że spróbuję. Baaardzo cenię twoje komentarze i doping! Czuje się taka dowartościowana! :D Nigdy nie sądziłam, że dzięki One Direction poznam tak świetne osoby i się z nimi zakumpluję! Dzięki chłopcy :* Mam nadzieję, że spotkamy się kiedyś, może gdy chłopcy ( W KOŃCU!) przyjadą do nas na koncert, lub gdy za 10 miesięcy będę pełnoletnia! Dziękuję ;**
Dir ( no niestety druga w kolejce;p ) Właśnie od Ciebie był pierwszy komentarz! Pomyślałam sobie „wow… Directioner! To ta od tego super opowiadania!” Na początku wkurzałam się, ze mówiłaś że mam za krótkie rozdziały ;p ale dzięki temu zaczęłam pisać dłuższe (btw. One naprawdę były baaardzo krótkie!) Ty tak jak ta świnka powyżej dopingowałaś mnie, byłaś i jesteś moim guru :D Strasznie cieszę się, że Cię poznałam i mam nadzieję, że z Berlinem wszystko będzie w porządku. Dziękuję ;***
Dominika – no siema dałniątko! Taaak! Ciebie też zaraziłam ;p Dzięki za cudowne słowa i zaciesz na twarzy ;* ty też mnie poganiałaś! I bardzo dobrze ;p Dzięki piękna ;*
Wika – strasznie dziękuję za pozytywne komentarze i że się tak wyrażę „podniecanie” opowiadaniem ;p Twoje komentarze, również były bardzo motywujące! Ubóstwiam tekst „Stara, wiesz jak się stęskniłam . ? Myślałam że Cię ktoś porwał . ; DD” Dzięki :*
Sara – ta pani czyta mojego bloga od dawna i aż dziwię się, że Ci się nie znudziło! Bardzo jestem ci wdzięczna za wszystkie miłe słowa! Fajnie że jesteś „wytrwałą” czytelniczką a wszystkie twoje komentarze wywoływały uśmiech na mojej buzi! Dzięki :*
Zuza – serialnie! Mam banana na twarzy czytając twoje komentarze ;D że tak powiem „jaram się razem z Tobą” Dzięki za wszystko, za miłe słowa no i doping :D i pod każdym komentarzem „czekam :D” Mam nadzieję, że nie kazałam ci długo czekać;p Dzięki :*
Bella – kolejna „stara” bywalczyni. Nie mam pojęcia, czy nadal czytasz bloga jednak nie omieszkam zapomnieć o tym jak wśród pierwszych komentarzy Dir i Piggy pojawił się również Twój. Sprawiło mi to ogromną radość! Dzięki :*
Directioner24 – gdy wchodziłam na bloga i nie miałam żadnych chęci aby pisać kolejny rozdział między innymi twoje komentarze „pisz, błagam!” albo „ czekam proszę pisz!!” sprawiały że stwierdzałam: „kurde Gunia rusz dupe one tu czekają a ty co odwalasz?!”, więc pomogły :D No i jesteś z UK! Nie miałam pojęcia, że będzie czytał to ktoś z zagranicy ;p Dzięki :*
Kokos- byłaś dla mnie cudowną niespodzianką! Nie myślałam, że ktoś może zacząć czytać opowiadanie, gdy byłam już przy 55 rozdziale! A jednak! Bardzo cieszę się, że miałaś chęć je przeczytać. A co do Harrego, możemy się podzielić ;p Dzięki :*
Ania – dzięki za wsparcie ;p muszę przyznać, że czasami przepowiadałaś przyszłość tj.” A no i oczywiście liczę na jakieś „akcje” między Kasią i Hazzą. Może w tym mieszkaniu w którym spędzą noc” przejrzałaś mnie! ;p Dzięki :*
Patt ^^– też szybko zaczęłaś ;p Dzięki za miłe słowa i obiecuję, że zajrzę na twojego bloga! Dzięki :*
Luśka – bardzo się cieszę, że warto było czekać na rozdziały :D Oczywiście na twojego bloga również wpadnę, czekaj! Dzięki :*
Ania20 – tak jak obiecałaś byłaś ze mną „na dobre i na złe” Strasznie za to dziękuję! Motywacja z twojej strony też była niezastąpiona. Dzięki :*
Asia – przeżywałam razem z Tobą mój „powrót” ;p Ten entuzjazm i radość wyczuwałam w każdym zostawionym komentarzu, a to tylko podładowywało moje baterie i chęci do pisania. Dzięki :*
Milena – wspaniale słyszeć, że doprowadzam kogoś do śmiechu :D. Jeśli nadal chciała byś abym skontaktowała się z Tobą przez gg to proszę zostaw komentarz, chętnie napiszę: ) Dzięki :*
Ada – boziu nigdy nie pomyślałam, ze coś co tworzę, ktoś może nazwać „GENIALNYM” a jednak! Zrobiłaś to! Sprawiając że uśmiechałam się jak wariatka do monitora! Dzięki :*
Grimmie – To ja cię uwielbiam! Bardzo cieszę się, ze wszystkich słów jakie wpisałaś komentując tego bloga, począwszy od nareszcie a skończywszy na „uwielbiam cię dziewczyno” Naprawdę, są cudowne! Dzięki :*
Justyna – głęboko w serduchu zapadły mi słowa, że jest to „przepiękne” są takie… szczere :D Bardzo cieszę się, że podobało ci się opowiadanie i dziękuję za doping! Dzięki :*
Nikki – dzięki za miłe słowa, potrafią człowiekowi poprawić humor. Dzięki :*
Aleksia – nie mam pojęcia, czy nadal czytujesz bloga. Powiem, że to właśnie tobie zawdzięczam postać Caroline, dawałaś mi pewne prośby jeśli chodzi o kwestie Nialla, tak więc postanowiłam coś z tym zrobić i oto co z tego wyszło. Dzięki :*
Crazy minds- również nie wiem, jak z Tobą, ale pamiętam, że byłaś jedną z niewielu pierwszych osób które zostawiały po sobie ślad motywując mnie do pisania. Dzięki :*
Sthokrotka – ty również motywowałaś mnie swoimi komentarzami i podbudowywałaś samoocenę ;p Pamiętam, że pisałaś blogi, jednak oddałaś je komuś innemu. Teraz też coś piszesz? Dzięki :*
Julia – dzięki za miłe słowa i doping ;p Dzięki :*
Gosia – siema bejbe! ;* Ty wiesz że cię uwielbiam. Dziękuję, że czytałaś i za każdym razem mnie dopingowałaś ;*
Karolina – siema szajbusie! Ty to masz za dużo energii ;p Ale też mnie motywowałaś i kazała pisać rozdziały! ;p Dzięki :*

To chyba wszystkie osoby które komentowały bloga, jeśli kogoś pominęłam to mam nadzieję, że mi wybaczycie. Baaaardzo dziękuję wam za wszystkie komentarze! Każdy napawał mnie cudownymi uczuciami i powodował uśmiech na twarzy. Jak bym mogła to uściskała bym was wszystkie! Nigdy nie sądziłam, że to opowiadanie spodoba się tylu osobom! Jesteście wyjątkowe! Mam również nadzieję, że kiedyś wszystkie spotkamy się na koncercie One Direction i będziemy bawić się jak nigdy!
A tak będą zarywać do nas chłopcy ;p :

Image and video hosting by TinyPic

Dziękuję również bezimiennym, które czytały opowiadanie, mimo że nie zostawiały komentarzy liczba wyświetleń mówiła sama za siebie. Dzięki ;*

To byłą cudowna przygoda! Nie mam pojęcia czy zabiorę się za kolejne opowiadanie, jeśli tak dam znać tu i u Piggy :D
Dziękuję za 253 dni spędzonych razem
33000wejść na bloga i 528 komentarzy!
Kocham Was!
Agatka♥

Image and video hosting by TinyPic

Epilog

  • Napisane 5 listopada 2012 o 21:55

Spojrzałam na okno za którym padał deszcz, a ponura szarość otuliła miasto. Uśmiechnęłam się do tego widoku, dla niektórych może wydawać się taki posępny i smutny, jednak mi dodaje energii. Przypomina o godzinach śmiechu, które ostatnio spędziłam wśród nowo poznanych znajomych. Kto by pomyślał, że dzięki głupiej kawie, mogę spotkać znajomego, osobę, w której widzę bratnią duszę, z którą łączy mnie nić porozumienia. Harry jest naprawdę fajnym chłopakiem, tak jak jego przyjaciele, z którymi miałam okazję spotkać się dwa razy. Nie wiem dlaczego, ale w ich towarzystwie czuję się w pełni sobą tak jak bym ich znała. Jak bym już kiedyś widziała Nialla podjadającego prosto z lodówki, Zayna zabawnie poruszającego brwiami, uśmiechniętego Louisa, który co rusz opowiada dowcipy, których nie do końca rozumiem, poważnego na swój sposób Liama, starającego zapanować się nad nimi. No i Harrego co chwila poprawiającego swoje włosy. Po raz kolejny uśmiechnęłam się do swojego odbicia w ciemnym oknie. Siedzę przy biurku, w moim pokoju w Londynie, gdzie jestem już dwa tygodnie. Nie wiem co przyniesie jutro, ale wiem, że muszę starać się spełniać swoje marzenie, tego nauczyłam się przez ten krótki czas od chłopaków z One Direction. Dlatego dzisiaj, gdy mam trochę wolnego czasu postanowiłam spisać swoje cele i marzenia… Może to trochę naiwne, ale w starym zeszycie z pożółkłymi kartkami stworzyłam swoją wersję „Before I die”. Jest na niej wiele podpunktów, między innymi
-Złapać kostkę na koncercie
- Spędzi ć noc na plaży
- Pływać nago w oceanie
- Zatracić się w jego ramionach
- Być nazwaną kiedyś „Mamusią”
- Nauczyć się perfekcyjnie grać na gitarze
- Skończyć studia
- Pojechać do Paryża
- Być wzorem dla innych
- Dostać autograf od JK Rowling
- Wywrócić czyjeś życie do góry nogami
- Przeczytać wszystkie książki znajdujące się w rankingu BBC
- Całować się w deszczu
- Spotkać miłość… – zatrzymałam się przy tym punkcie na chwilkę i spojrzałam na spowity deszczem Londyn. A może już ją spotkałam?

Image and video hosting by TinyPic

Rozdział 60

  • Napisane 4 listopada 2012 o 21:08

Obudziłam się czując pod sobą mięciutki materac. Wydaje mi się jak bym spała rok! Po prostu tak niewyobrażalnie długo! A przecież wczoraj wieczorem przyleciałam do stolicy Anglii! To co mi się śniło….hmmm..było takie realistyczne. Mnóstwo twarzy, zdarzeń, pocałunków? Wiem, że był tam ktoś kogo obdarzyłam głębokim uczuciem, ale za nic nie mogę sobie przypomnieć konkretnej twarzy. Ale przecież to tylko sen…Pokręciłam głową w roztargnienu i spojrzałam na wyświetlacz telefonu, który leżał niedbale rzucony na podłodze – 6:06 – cudowna godzina by rozpocząć pierwszy poranek w Londynie. Przymknęłam jeszcze na chwile powieki i wypuściłam powietrze przez usta, a w głowie szalały mi różne myśli: Jak tu będzie? Poznam kogoś? Dam sobie rade na studiach? Przez ten cały chaos w środku rozbudziłam się na amen. Wolno podniosłam się z łóżka i rozejrzałam po pokoju. Był dużo większy od tego który miałam w Polsce. Był bardzo jasny – większość mebli była biała, tak jak ściany. Elementami, które nadawały barw był między innymi ogromny obraz przedstawiający pole fioletowych fiołków, który wisiał nad łóżkiem. Kolejną rzeczą dodającą życia w to jasne pomieszczenie była wrzosowa narzuta na łóżko i mnóstwo poduszek w różnych odcieniach fioletu, szarości i czerni. Pod jedną ze ścian stoi owe łóżko, które aktualnie wygląda jak legowisko jakiegoś dzikiego zwierzaka, obok stoi okrągły metalowy stolik nocny, na nim lampka, chusteczki, szklanka po herbacie kilka innych drobiazgów. Powierzchnie przeciwnej ściany prawie w całości zajmuje czterodrzwiowa szafa przy której stoi ogromny regał sięgający ziemi i wypełniony po brzegi książkami zarówno po angielsku jak i po polsku. Pod oknem stało duże solidne biurko a obok element, który najbardziej mi się podobał – manekin krawiecki!
- W końcu gdzieś musisz zacząć realizować swoje projekty – powiedziała ciocia gdy rzuciłam się jej na szyję dziękując za tak cudowną niespodziankę. Muszę jeszcze wspomnieć o ogromnym lustrze które mieści się obok drzwi. Pięknie tu! Przeglądam się w zwierciadle i muszę stwierdzić że moje odbicie całkiem mnie zadowala. Jestem dosyć wysoka – 172cm wzrostu chude nogi które jak twierdzi mój tata sięgają mi samych uszu. Następnie płaski jak na razie brzuch, piersi które jak sama uważam mogły by być większe, ale miseczka B musi mi wystarczyć, z twarzą jest już trochę gorzej, mam ładne kości policzkowe i pełna usta, zielone oczy i tu największy problem – mój nos! Nie mam pojęcia co z nim zrobić! Uważam że jest ogromny, chociaż wszyscy znajomi z Polski, rodzice i rodzeństwo uważają że jestem po prostu przewrażliwiona. Może tak. Ale to nie zmienia faktu że go nie lubię! Później moje włosy – są koloru ciemnej czekolady mam prostą grzywkę zaczesaną na prawy bok a reszta włosów formuje się w grube loki, sięgające do łopatek. Po krótkim zastanowieniu stwierdzam że je lubię. Dobrze czas się ubrać – to mój pierwszy dzień na nowej uczelni. Wybieram czerwone rurki z wysokim stanem i biały T-shirt który postanawiam włożyć w spodnie. Na nogi czarne baleriny z malutką kokardka, na szyję czarny długi naszyjnik. Z racji że może byś trochę chłodno ubieram na wierzch czarny trencz. Jeśli chodzi o makijaż to zrobiłam sobie grubszą kreskę eyelinerem, wytuszowałam rzęsy a usta pomalowałam pomadką ochronną. Do torebki wrzuciłam wszystkie dokumenty i trochę moich projektów. Ok już jestem gotowa. Zbiegłam na dół, wpadając do kuchni niczym diabeł tasmański z kreskówek Looney Tunes. Szybko zrobiłam sobie kawę i kanapkę z obowiązkowym serem i pomidorem. Ciocia spojrzała na mnie uśmiechając się promiennie znad „rozważnej i romantycznej” Jane Austen
- Zupełnie jak bym widziała mojego braciszka! Ciągle w biegu – skomentowała moje zmaganie się z czasem – Nie zapomnij parasola! To wręcz podstawowe wyposarzenie torebki w tym mieście! – przypomniała gdy porwałam soczyste zielone jabłko z okrągłej misy stojącej na stole
- Dobrze dobrze! – powiedziałam cofając się do swojej sypialni po ów cudowny przedmiot chroniący mnie przed wyglądaniem jak zmoknięty pudel. Ponowne zejście na dół, aby je przyspieszyć skakałam po trzy stopnie
- Nie spiesz się tak! – nakazała ciocia którą niemal staranowałam wbiegając do korytarza
- To mój pierwszy dzień! – przypomniałam jej – Nie mogę się spóźnić!
- No dobrze w takim razie idź już!
- A co ja robię ?! – spytałam uśmiechając się szeroko, mimo całego zamieszania byłam niewyobrażalnie szczęśliwa, podbiegłam do cioci i ucałowałam ją w policzek, a następnie wyszłam z domu starając się iść dosyć szybko. Zaraz zaraz… Zatrzymałam się na chwilkę rozglądając się na boki. Czy na pewno idę w dobrą stronę? Spojrzałam na znak znajdujący się na słupie stojącym przede mną. Po prostu muszę się uspokoić i trochę wyluzować! Wyrównałam oddech i ruszyłam w stronę stacji metra. Zgodnie z poleceniem cioci przejechałam pięć przystanków. Wysiadłam rozglądając się na różne strony próbując odgadnąć gdzie teraz. Zrezygnowana stwierdziłam że muszę popytać przechodniów. Uprzejmy pan wskazał mi drogę , jednak gdy przeszłam z jego poleceniami kilka ulic nie miałam pojęcia co dalej, no cóż znowu trzeba pytać. Podeszłam do dwóch dziewczyn siedzących na ławce i szczerze się z czegoś śmiejących
- Przepraszam – powiedziałam automatycznie po polsku
- Tak? – zwróciła się do mnie długowłosa blondynka, musiałam mieć dziwną minę bo jej koleżanka, trochę niższa dziewczyna o karmelowych włosach pośpieszyła z wyjaśnieniem
- Też jesteśmy z Polski – obdarowała mnie przelotnym uśmiechem, nie wiem dlaczego, ale jakoś strasznie przypadły mi do gustu te dwie roześmiane buzie.
- Mogę się przysiąść? – spytałam po prostu. Zaraz co ja robię? Przecież muszę się spieszyć na uczelnie! Spojrzałam na zegarek znajdujący się na moim nadgarstku – coś mi tu nie pasowało. No tak! – uderzyłam się otwartą dłonią w czoło, przecież tu jest inna strefa czasowa geniuszu! Dziewczyny spojrzały na mnie pytająco a ja wskazałam zegarek.
- Nie przestawiłaś? – domyśliła się blondynka, pokiwałam twierdząco głową
- Nie martw się! Ja też zaliczyłam taką gafę jak przyjechałam tu po raz pierwszy
- Dzięki – powiedziałam uśmiechając się lekko – W ogóle Kaśka jestem – przedstawiłam się wyciągając rękę
- Patrycja – powiedziała siedząca bliżej mnie dziewczyna – Ale mówią na mnie Dir… to znaczy niektórzy – tu porozumiewawczo spojrzała na blondynkę
- Aga, ale możesz Piggy… taka świnka ze mnie trochę – nie wiem czemu ale jej komentarz mnie rozbawił
- Długo tu mieszkacie? – spytałam dziewczyny
- Ja od prawie roku – powiedziała Dir – studiuje dziennikarstwo- przeniosłam wzrok na Agę
- Ja nie mieszkam tutaj, przyjechałam do niej na dwa tygodnie, trochę pozwiedzać, pochodzić po sklepach no i oczywiście zaliczyć koncert chłopaków – tu jej usta wygięły się w przepięknym uśmiechu
- Chłopaków? – spytałam nie za bardzo rozumiejąc
- No tak… One Direction – odpowiedziała nadal szczerząc się jakby potraktowano ją gazem rozweselającym
- Szczerze powiedziawszy nie znam tego zespołu – przyznałam, dziewczyny przez chwilę patrzyły na mnie jak na kosmitę, ale po upływie kilku sekund pokiwały tylko głowami
- Niedługo poznasz – powiedziały równocześnie, uśmiechnęłam się do nich, są naprawdę w porządku! Spojrzałam na tarczę zegarka, trochę się zagadałam, a przed wykładem muszę iść do dziekanatu
- Dziewczyny dzięki za rozmowę – powiedziałam wstając – Wiecie może gdzie jest Collage of Fashion? – Dir spojrzała się na mnie ze zdziwieniem i podziwem jednocześnie
- Studiujesz tam? – spytała
- No, tak jakoś wyszło – uśmiechnęłam się
- Wow – powiedziała dumnie – To pokaż im tam że Polacy potrafią! Z tego co wiem to jest przy John Prince’s Street. Musisz iść prosto i skręcić w drugą ulicę, na pewno trafisz
- Dzięki – powiedziałam uradowana, że ktoś w końcu wyjaśnił mi jak mam tam dotrzeć – Może kiedyś się spotkamy? – spytałam uśmiechając się lekko
- Jasne! – powiedziała Dir podając mi swojego iPhon’a abym wpisała swój numer.
- To na razie i udanego koncertu! – powiedziałam na odchodnym
- Dzięki! Na pewno taki będzie – powiedziała Piggy. Zgodnie z poleceniem Dir przeszłam dwie ulice i skręciłam w prawo a moim oczom ukazała się uczelnia. Szczęśliwa, że w końcu moje marzenia stają się rzeczywistością udałam się do dziekanatu gdzie złożyłam papiery. Później miałam kilka minut przerwy do czasu gdy rozpoczął się pierwszy wykład na temat historii mody. Podekscytowana siedziałam w środkowym rzędzie wpatrując się w profesora, któremu buzia się nie zamykała. Po 5 godzinach byłam wolna. Zmęczona a jednocześnie pełna energii ruszyłam do znajdującego się na przeciwległej ulicy Starbucks’a . Zamówiłam moją ulubioną waniliową latte. Po kilku chwilach gorący napój znajdował się w moich rękach, a przyjemny smak rozchodził się w buzi. Usiadłam przy jednym ze stolików i przeglądałam notatki z wykładu. Gdy rozszyfrowałam wszystkie słowa wyszłam z kawiarni z chłodną już resztką kawy. Wstąpiłam do kiosku po codzienną prasę, o którą prosiła mnie ciocia. Z gazetą pod pachą torebką w jednej a kawą drugiej ręce skręciłam w jedną z bocznych uliczek. Pech chciał, że w tym samym momencie zrobił to chłopak który nią podążał, w rezultacie czego zderzyliśmy się a moja kawa wylądowała na dolnej części jego spodni i butach. Podniosłam do góry głowę chłopak był wyraźnie wkurzony. Miał zielone oczy i loczkowatą czuprynę – tak jak ja – a co najśmieszniejsze miął czerwone rurki i białą koszulę zupełnie jakbyśmy się umówili!
-Bardzo przepraszam – powiedziałam szybko
Oczy bruneta ciskały pioruny w moją stronę, a on sam już nabierał powietrza by zapewne mnie ochrzanić, gdy nasze oczy się spotkały. Jeszcze nigdy nie widziałam tak soczyście zielonych tęczówek! Chłopak przyglądał mi się nie odrywając wzroku a między nami nastała cisza. Mogła bym utonąć w tych oczach, a usta zanurzyć w tych lekko rozchylonych różowawych wargach. Tu. Teraz. Po prostu go pocałować. Poczuć go. Zaraz co ja gadam? Spytałam siebie przerywając kontakt wzrokowy przyciągający mnie do niego niczym magnes. Przecież ja się tak nie zachowuję! Nie całuję nieznanych chłopaków!
- Przepraszam – wymamrotałam spuszczając wzrok. Chłopak lustrował mnie wzrokiem od góry do dołu. W końcu zabrał głos
- Wiem… – musiał odchrząknąć bo jego głos był strasznie ochrypły – Wiem że to zabrzmi jak najbardziej żałosny tekst na podryw, ale… – przerwał by mi się przyjrzeć, a od intensywności jego spojrzenia zmiękły mi kolana a nogi miałam jak z waty. Czy tak powinnam reagować na chłopaka? Jeszcze nigdy mi się to nie zdarzyło! – czy my się nie znamy? – dokończył. Spróbowałam skupić się na jego pytaniu. Teraz to ja badawczo spoglądałam w stronę bruneta. Wiem, że to po prostu głupie ale jakiś wewnętrzny głos podpowiadał mi że już go spotkałam! Tylko gdzie?!
- Też mi się tak wydaję – powiedziałam uśmiechając się nieśmiało – Ale jestem pewna, że zapamiętała bym gdzie, poza tym przyjechałam tu wczoraj… – stwierdziłam. Chłopak zaśmiał się, spojrzałam na niego pytająco
- Przepraszam, wiem że to głupie, ale nie jestem w stanie sobie przypomnieć gdzie natknąłem się na ciebie. Gdzie byłaś wcześniej?
- W Polsce – odpowiedziałam po prostu
- W Polsce? – powtórzył jak papuga – I nigdy nie byłaś w Londynie? – pokręciłam przecząco głową – To dziwne.. naprawdę dziwne – chłopak spojrzał w dół na swoje przemoczone i brudne spodnie
- Przepraszam – powiedziałam jeszcze raz
- Nie…nic się nie stało… To znaczy stało. Już miałem na ciebie nawrzeszczeć ale coś mnie powstrzymało – uśmiechnął się a w jego policzkach pojawiły się dwa przesłodkie dołeczki, moją reakcją nie mogło być nic innego jak tylko odwzajemnienie tego uśmiechu. Staliśmy tak gapiąc się na siebie, a ja czułam się tak… swobodnie. Chłopak niespodziewanie uderzył się dłonią w czoło – Przepraszam – powiedział – Gdzie moje maniery! Jestem Harry – wyciągnął rękę w moją stronę
- Kate – podałam mu dłoni, a gdy tylko się ze sobą złączyły poczułam przyjemny dreszcz przechodzący mi wzdłuż kręgosłupa
- Widzę, że przez przypadek pozbawiłem cię kawy – powiedział spoglądając na pusty kubek trzymany w mojej dłoni
- A ja ciebie spodni – gdy wypowiedziałam te słowa na głos zrozumiałam ich dwuznaczność a na policzkach wystąpił mi gorący czerwony rumieniec. Chłopak zagryzł dolną wargę sprawiając że serce mi przyspieszyło. Boże nigdy tak nie zareagowałam na żadnego chłopaka! Co się ze mną dzieję?!
- To może pójdziemy na kompromis? Mieszkam niedaleko, wpadł bym do domu zmienił spodnie, a ty poszła byś za mną na kawę? – Nie mam pojęcia, ale odpowiedz wypowiedziałam zanim zdążyłam pomyśleć
- Zgoda.
- W takim razie chodźmy – ruszyliśmy ulicą, a kilka dziewczyn przyglądało nam się zaciekawione. Po chwili milczenia chłopak prychnął
- Co cię tak rozbawiło Harry? – spytałam
- Oglądałaś kiedyś bajkę „Śpiąca królewna” ? – odpowiedział pytaniem
- Tak…Prawdę powiedziawszy jest to jedna z moich ulubionych – no pięknie wyszłam przed nim na fankę Disney’a!
- Wiesz tam jest taka piosenka… która idealnie opisuje to jak się teraz czuję – obdarował mnie nieśmiałym uśmiecham. Skojarzyłam o co mu chodzi w chwili gdy zaczął nucić:
-I know you I walked with you once upon a dream I know you the gleam in your eyes is so familiar a gleam… – uśmiechnęła się patrząc w te zielone tęczówki… Ta piosenka opisuje nie tylko twoją sytuację, pomyślałam spoglądając na jego twarz. „ Znam ze snów twe usta i oczy twoje znam…”
♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
Ta dam!
Musicie przyznać nie spodziewałyście się tego?!
Może was to zdziwi, ale ten rozdział wymyśliłam już na początku pisania opowiadania. Wiedziałam że tak się skończy.
Może resztę wyjaśnie jutro gdy pojawi się epilog.
Piggy, Dir mam nadzieję, że nie jesteście złe że „wykorzystałam” was?
Oto link do piosenki którą nucił Harry : 1 polska wersja : 2
Do jutra kochane
Agatka♥

Rozdział 59

  • Napisane 28 października 2012 o 20:47

Hazza wypuścił powietrze przez usta i siedział jak zaczarowany wpatrując się pustym wzrokiem w niewidzialny punkt.
- Harry? – spytałam niepewnie.
- Nie powinienem był do tego dopuścić… – powiedział nadal nie patrząc na mnie tylko w przestrzeń.
- Nie dopuścić?! – mimo tego, że próbowałam trzymać swoje emocje na wodzy, głos podniósł mi się o jedną oktawę. Nie dokończyłam starając się uspokoić. Jeszcze chwilę temu śmialiśmy się jak najęci, a słowa „jest coś jeszcze” zmieniły całą sytuację. O czym takim mi nie powiedział? Gdy już opanowałam drżenie rąk spróbowałam obrócić całą sytuację w żart – Tylko mi nie mów, ze tak naprawdę masz żonę i dwójkę dzieci, a bycie słynnym bożyszczem nastolatek to twoja druga twarz i tak na serio prowadzisz podwójne życie, co? – uśmiechnęłam się lekko, lecz uśmiech zaraz zszedł mi z twarzy, ponieważ on nadal nie reagował. – Harry? – nic, jak grochem o ścianę – Harry!- krzyknęłam zrywając się z miejsca i zrzucając przy okazji koc, którym byliśmy do tej pory przykryci. Chłopak jakby nagle ocknął się z transu.
- Kasia czekaj! – powiedział chwytając mnie za ręką, a drugą złapał się za kark, nerwowo go pocierając – Nie, nie mam żony, ani dzieci – uśmiechnął się pokazując rząd białych ząbków – Chociaż, ta teoria była całkiem niezła – mi jednak nie było do śmiechu. Byłam zdenerwowana i wkurzona na niego. Najpierw mówi coś takiego, a później milczy jak grób. I co ja mam w takim momencie myśleć?! – Hej przepraszam – Harold zmartwił się widząc moją minę – Usiądź proszę. – spełniłam jego prośbę i posłusznie opadłam na kanapę skrzyżowując ręce na piersi. – Jesteś idiotą… – powiedział Hazza pod nosem, bardziej do siebie niż do mnie – Przepraszam – wydusił patrząc mi w oczy – Nie tak powinienem się do tego zabrać… – Spojrzałam na niego pytająco, nadal nic nie rozumiejąc. Czy on to z siebie w końcu wydusi?!
- Harry… – zaczęłam stawiając się w jego sytuacji i uświadamiając sobie, że jeśli tak trudno jest mu to powiedzieć, to znaczy że to naprawdę coś ważnego – Jeśli nie chcesz… To nie wiem… Może później mi o tym powiesz?
- Taa.. – odparł uśmiechając się do siebie – A ty będziesz się zastanawiać „ o ci temu idiocie w ogóle chodzi”?
- Nie jesteś idiotą.- powiedziałam szybko, w odpowiedzi Hazza spojrzał na mnie z miną „bitch please” .
- Ale się tak zachowuje.. – usiadł na miejscu obok mnie i położył twarz w dłonie, a później głęboko odetchnął – No dobrze – zebrał się w końcu w sobie prostując się na kanapie – To co zamierzam Ci powiedzieć…. Cóż… powinienem był zrobić to już dawno temu – zrobił malutką przerwę i spojrzał mi w oczy – Ta sytuacja, dotyczy Ciebie i mnie – nadal gapiłam się na niego jak na kosmitę, „ciebie i mnie?” O co może do jasnej ciasnej chodzić? Harry ciągnął swój monolog – Po pierwsze, nigdy nie powinienem był do tego dopuścić, ale jak zwykle okazałem się po prostu.. facetem – kolejny głęboki oddech –Mam świadomość, że jeśli ci to powiem.. możesz być.. po prostu wściekła, a nawet możesz chcieć ze mną zerwać – Już nabierałam powietrza żeby temu zaprzeczyć, przecież kocham go od tak długiego czasu, teraz w końcu dowiedziałam się że on czuje to samo i mam to przerwać? Nigdy w życiu! Harold widząc moja reakcję przyłożył mi palec do ust nakazując abym nic nie mówiła – Kate, nie wiesz co to jest, więc nie wiesz jak zareagujesz. Proszę na razie nic nie mów – kiwnęłam porozumiewawczo głową, a on opuścił rękę. – Okej… Pamiętasz dzień, w którym byłaś na naszym koncercie? – niepewnie przytaknęłam – I potem poszliśmy na imprezę…- Harold spojrzał na mnie wymownie
- Zgadza się… – powiedziałam niepewnie – I co z tego?
- Chodzi o to.. że po imprezie spałaś u mnie – powiedział chłopak, a ja od razu przypomniałam sobie ten dzień, w którym obudziłam się nie mając zielonego pojęcia gdzie jestem. Moja radość na widok loczka i … i…. malinka! Gdy mój mózg przypomniał sobie o tym zdarzeniu źrenice się powiększyły, a ja w osłupieniu spojrzałam na Harrego
- Haz… Czy wtedy coś?! – zapytałam wydając nienaturalnie wysokie dźwięki.
- Nie! –zaprzeczył szybko – No prawie nie… – moje zastawki w głowie pracowały na najwyższych obrotach. Czy między mną a Harrym wydarzyło się coś tamtej nocy?
- Harry, ale przecież… -nagle przypomniałam sobie – Przecież pytałam się ciebie następnego dnia czy coś się stało! Powiedziałeś że nie! Powiedziałeś mi tak!
- Wiem Kate… powinienem był od razu powiedzieć ci co zaszło, jednak stchórzyłem – chłopak wziął kilka głębokich wdechów. – Mogę opowiedzieć ci wszystko od początku – skinęłam głową, na znak zgody – No dobrze… Tak… Dzień koncertu. Nie czułem się wtedy zbyt dobrze przez to głupie przeziębienie… z resztą nieważne. W każdym razie. Przyjechałyście na koncert, ja wciągnąłem was do środka, później ta akcja z zaproszeniem cię na scenę – spojrzał na mnie tymi pięknymi oczami – Tak naprawdę to był mój pomysł – wyszczerzył zębiska w uśmiechu
- Dzięki – powiedziałam również się uśmiechając
- No tak, później było to całe spotkanie z fanami, tam przywitaliśmy się z Carol i tą jej koleżanką – uśmiechnął się pod nosem – I ona wtedy powiedziała, że jesteś moją dziewczyną… Już wtedy chciałem żeby to była prawda, ale ty zaprzeczyłaś i zrobiłaś się czerwona jak buraczek
- Ej! – powiedziałam uderzając go w ramię
- Przepraszam – chłopak automatycznie spoważniał – Ale wróćmy do konkretów… Później poszliśmy do klubu, tańczyłaś jak szalona i bardzo dużo piłaś, jak jakiś głupek cały czas się na ciebie gapiłem – teraz otworzyłam buzie ze zdziwienia. Serio? Patrzył na mnie?! Bądź co bądź to stwierdzenie bardzo mi schlebiało – Potem zobaczyłem moją starą kumpelę stojącą przy barze… – od razu przypomniała mi się ta długowłosa blondynka – Gdy szukałem cie wzrokiem, bo reszta już się ulotniła, okazało się, że stoisz z jakimś starszym kolesiem i pijesz drinka którego on ci dał! Byłem taki zły. No bo jak mogłaś zrobić coś tak głupiego?
- Też się nad tym zastanawiałam… – wtrąciłam się
- Chodzi o to …. W każdym razie poszedłem za tobą, ale zgubiłem cie w tym tłumie…. Na szczęście wpadłaś na mnie przy toaletach. Cieszyłem się, że jeszcze tu jesteś… No wiesz… że ten koleś się do ciebie nie dobrał. Zwinąłem Zayna, który również ledwo trzymał się na wyprostowanych nogach no i Ciebie. – Hazza odetchnął głęboko, wiedziałam, że teraz zacznie się ta część opowieści, której ja nie pamiętam – Stwierdziłem, że odstawię Zayna do mnie i zadzwonię do Marty co z tobą zrobić. Zasnęłaś po drodze i wyglądałaś tak – kolejny oddech – tak pięknie… No dobra…. Gdy już zajechaliśmy pod dom siłą wywlokłem Zayna, dziękując za pogodę, bo oczywiście lało jak z cebra, a ja musiałem zaparkować po drugiej stronie, jak już znalazł się w łóżku zadzwoniłem do Marty, a ona powiedziała, że masz spać u mnie – przerwał na chwile i spojrzał na mnie – No więc poszedłem po ciebie, a ty stałaś na dworze, przemoczona do suchej nitki, a czarna sukienka oblepiała twoje ciało. Zamiast podejść oczywiście gapiłem się jak ten debil na ciebie przez dobre 5 minut. Potem zaniosłem Cie do domu, bo stwierdziłaś, że nogi cie bolą… Położyłem w mojej sypialni i dałem koszulkę, żebyś przebrała się w coś suchego… Wyszedłem… wróciłem po 5 minutach, a ty nadal byłaś w tej mokrej sukience – głośne westchnienie – Tłumaczyłaś, że nie możesz odpiąć zamka, wiec ja jako twój przyjaciel pomogłem ci z tym i go odpiąłem a później – zatrzymał się a ja wstrzymałam oddech – Odwróciłaś się, a ja zobaczyłem osmy cud świata- przegryzł nerwowo wargę, a ja przypomniałam sobie, że muszę oddychać – No więc stałaś tak w te koronkowej czarnej bieliźnie, a ja zachowałem się jak po prostu… facet. Stałem i gapiłem się. Wtedy ty powiedziałaś, że moja koszula też jest mokra i zaczęłaś odpinać mi guziki… Jeden po drugim… No i zaczęliśmy się całować… To było….cudowne… – spojrzał na mnie oczami pełnymi miłości – położyliśmy się na łóżku i ja.. uprzytomniłem sobie że przecież jesteś pijana i że prawdopodobnie bierzesz mnie za Zayna… – na końcu ściszył głos
- Za ZAYNA?! – niemal krzyknęłam, Hazza spojrzał na mnie zdziwiony
- No nie udawaj! Przecież od początku coś między wami było… myślałem, że będziecie razem…
- Że co?!
- No dobrze… może się myliłem i patrzyłem na wszystko przez pryzmat moich uczuć… Głupi byłem, w każdym razie następnego dnia nic nie pamiętałaś… więc stwierdziłem, że nie m a sensu stawiać cie w tak niekomfortowej sytuacji i nie powiedziałem ci… co oczywiście było kompletną bzdurą, powinienem był ci powiedzieć. Przepraszam. – spojrzał w moje oczy – Wybaczysz mi?
- Czy ci wybaczę? Przecież ja zaczęłam cie całować
- Tak… ale ja wykorzystałem sytuacje, no i nie powiedziałem ci…
- Wiem – teraz to ja wypuściłam powietrze przez usta – Ale rozumiem też dlaczego tego nie zrobiłeś – chłopak się uśmiechnął – Co nie zmienia faktu, że powinieneś był to zrobić
- Przepraszam
- Już dobrze. O jeny…. Naprawdę to zrobiłam? Tylko mi nie mów że mnie zemdliło przy okazji…
- Na szczęście nie – powiedział wyraźnie odprężony i uśmiechnięty
- Wiem, że było to dla ciebie trudne, ale cieszę się że mi powiedziałeś – chłopak przytulił mnie mocno
- Ja też się cieszę – pocałował mnie w policzek, chwilę później w usta, ale przerwał nam mój telefon.
- Halo?… Tak ciociu u Harrego…. Dobrze jadę już do domu… Nie, nie ma sprawy… Do zobaczenia – odwróciłam głowę w stronę Harolda – Muszę lecieć, ciocia dzwoniła z pytaniem czy jeszcze u niej mieszkam, więc lepiej będę się już zbierać
- Dobrze, odwiozę cię – Spakowaliśmy moje rzeczy i zanieśliśmy walizki do samochodu. Harry zgodnie z obietnicą podrzucił mnie pod dom i pomógł wnieść bagaże na górę – To ja będę się zbierał – powiedział stawiając ostatni kuferek na podłodze
- Już?
- Już, już czas wracać do pracy – uśmiechnął się lekko
- Skoro musisz – powiedziałam ze smutną miną. Chłopak podszedł do mnie i mocno mnie przytulił, a następnie złożył gorący pocałunek na moich ustach unosząc mnie kilka centymetrów nad ziemią
- Kocham cię Kaśka – powiedział całując mnie po raz ostatni.
– Ja też Cię kocham – Loczek wyszedł chwilę później zostawiając mnie samą. Niechętnie spojrzałam na walizki i zabrałam się za opróżnianie ich i segregowanie prania, które wstawiłam niedługo potem. Zmęczona robieniem porządku z tym całym bałaganem, wzięłam szybki prysznic i położyłam się do łóżka. Pod ciepłą kołderką rozmyślałam nad swoim życiem. Praktycznie osiągnęłam już wszystko, mam cudowną pracę – do której muszę jutro pędzić jak szalona, Ben poinformował mnie już sms -em jak bardzo za mną tęsknił, później na uczelnie i do Toma, który zaoferował, że da mi swoje notatki, a potem spotkanie z Martą no i nareszcie – długa kąpiel w wannie pełnej wody i bąbelków. Ohh tak… Wyjazd do Polski był wyjątkowy, a to co jest między mną a, no cóż… HARRYM STYLSEM! ( o Jezu! Chodzę z najpopularniejszym chłopakiem na świecie, muszę uważać! Może ktoś będzie chciał mi coś zrobić?!) nasze uczucie…jest wyjątkowe i mam nadzieję, że tak zostanie. Zamknęłam oczy, a muzyka płynąca z odtwarzacza mp3 uśpiła mnie delikatnym głosem Jonathana Clay’a : „And I won’t let you go, now you know I’ve been crazy for you all this time…”
♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
No witajcie Piękne!
No tak, znowu daje dupy i jest tak późno, ale mimo wszystko mam nadzieję, wróć! Jestem dobrej wiary!( Marta wie ock ;p) że wam się spodoba.
Jak podsumowała mnie dzisiaj moja siostra (lat 9)czytając ten rozdział, a właciwie jego końcówkę ” Oj Gunia! Fantazjujesz!” A wy co myślicie? fantazjuję ;p?
A i jeszcze jedno pytanko, bo może wy będziecie lepiej zoriętowane. Mianowicie czy Liam jest jeszcze z Danielle? Wiem, że to stara sprawa, ale ja nadal nie mam pewności. Czy któreś z nich to potwierdziło? Moze mnie oświecicie i zaakceptujecie moje nierozeznanie w tej sprawie :D
Buziaki i do następnego!
Agatka♥

Rozdział 58

  • Napisane 16 października 2012 o 20:22

Bardzo powoli otworzyłam jedno, a potem drugie oko. Przez dobre 15 minut wpatrywałam się w beżowy sufit wspominając wczorajszy dzień. Naprawdę nigdy nie sądziłam, że w ciągu kilku godzin można zrobić tyle rzeczy. Ale zacznijmy od początku. Gdy wraz z Harrym, moim chłopakiem… Uśmiechnęłam się na samą myśl o tym. MOIM CHŁOPAKIEM… Chociaż z jednej strony nie ma się –upomniałam siebie – czym podniecać, bo zgodnie z mądrością mojej kuzynki „Dziewczyna nie ściana, da się przesunąć.” Ale jestem teraz tak niewyobrażalnie… tak po prostu… szczęśliwa. Czuję, że tak powinno być, że wszystko jest na swoim miejscu i mam nadzieję, że pozostanie tak na zawsze… a wracając myślami do wczorajszej zabawy: koło 22 wróciłam z Haroldem z Polski, cudowną niespodziankę zrobili nam nasi przyjaciele czekając na nas na lotnisku. Oczywiście zachowywaliśmy się jak zwariowana rodzina, która nie widziała się kilka lat, a po prawdzie nie było nas tydzień. Ciesząc się ze swojego towarzystwa od razu poszliśmy do klubu na imprezę, po kilku drinkach ( tym razem nie piłam, ponieważ po za dwa dni muszę iść na uczelnię i do pracy) i dobrym nastawianiu Zayna i Nialla ruszyliśmy na bowling. Oczywiście śmiechu było co nie miara, szczególnie z „podchmielonych” osobników, zaraz potem udaliśmy się do wesołego miasteczka, co nie było za dobrym pomysłem bo chwilę później musieliśmy uciekać… przed fankami chłopców. Kolejną atrakcją był według rekomendacji Irlandczyka „Najlepszy kebab w mieście!”.- no tak Caroline, która dołączyła do nas na kręglach kręciła głową z dezaprobatą na widok pijanego chłopaka, jednak w jej oczach widziałam również gorące uczucie. Kolejną atrakcją była jazda na gokartach i znowu klub. Tak bujaliśmy się z miejsca do miejsca, aż nim się zorientowałam była 5 rano, a nad Londynem zaczęło świtać. Uznaliśmy to za wystarczający i stateczny znak do zakończenia naszej przygody. Stwierdziliśmy, a właściwie Zayn stwierdził że : „Ja tam Kate i Haroldzika nie mam jeszcze dosyć!” Wobec tego Hazza zaproponował mu nocleg i nie tylko mu. W efekcie cała dziewiątką wylądowaliśmy powtórnie w mieszkaniu loczka. Na szczęście Harry posiadał zapasowy dwuosobowy materac na którym położyli się Niall i Carol, Marta z Lou zajęli łóżko w pokoju chłopaka, Li i Danielle skorzystali z propozycji Hazzy i przespali się w jego sypialni. Bez „miejsca” spoczynku zostałam tylko ja, Hazz i pijany ( jak zwykle) Zayn.
- To może sofa w salonie? Jest taka duuuuża! – proponował wesoły i nadto ożywiony mulat – Ja przycupnę gdzieś z boku, a wy gołąbki przytulicie się do siebie i po kłopocie! – nie czekając na naszą reakcje złapał za poduszkę i puchowy koc, aby chwilę później skryć się w nich na kanapie.
- To może ja prześpię się na podłodze? Albo w wannie? – zapytał Harry zbliżając się do mnie i obejmując w tali
- Bądź co bądź taka gruba nie jestem – stwierdziłam pokazując głową miejsce na ogromnej kanapie, na którym zmieścili byśmy się z loczkiem – No, ale skoro nie… chyba będą przytulać się do Zayna tej nocy – podniosłam wyzywająco brew i zagryzłam wargę.
- Ja się całkowicie zgadzam! –wykrzyczał mulat wygrzebując się ze swojego legowiska
- Zayn! – krzyknęliśmy z Harrym jednocześnie
- No dobra dobra! – uniósł ręce w obronnym geście i przewrócił oczami, aby trzy sekundę później zagrzebać się z powrotem w kokon.
- Chodź. – z uśmiechem pociągnęłam Harrego za koszulkę. Chłopka prowizorycznym „murem” z poduszek odgrodził nas od mulata, po czym poklepał miejsce obok siebie. Ochoczo zwinęłam się w kłębek u jego boku otoczona przez silne ramiona. I w takiej o to pozycji znajduję się dzisiaj, no może nie do końca, bo cudowne ramionka i ciepełko bijące od Harolda gdzieś znikło. No właśnie gdzie on się podział? Podniosłam się opierając na łokciach i rozglądając dookoła. Z tego miejsca miałam wręcz idealny widok na kuchnię , która znajdowała się naprzeciwko salonu. Na trzech wysokich stołkach obok wyspy kuchennej siedzieli: Liam, Niall i Caroline, a Harry wraz z Martą piekli sandwitche.
- Patrzcie kto się obudził! – zauważyła mnie Marta
- CICHO! – odezwał stos koców poduszek i ubrań znajdujący się po mojej prawej stronie, jak widać Zayn nadal nie wstał.
- Wstawaj Zayn! – z korytarza wyłonił się Louis ubrany w spodnie od dresu i luźny bezrękawnik. Podszedł do ów „kupki” i zaczął wygrzebywać z niej mulata. Aby przez przypadek nie oberwać jedną z latających poduszek opuściłam sofę i ruszyłam w stronę jadalnianej części pomieszczenia.
- Cześć wszystkim – powiedziałam z uśmiechem, po czym podeszłam do Harrego i pocałowałam go w policzek. Reakcją na to był gwizd ze strony Nialla, który na chwilę oderwał się od butelki z wodą, za ten „wybryk” jego dziewczyna zdzieliła go pięścią w ramię.
- Aż miło popatrzeć – westchnęła Marta spoglądając na mnie. Jeszcze nie miałam okazji pogadać z nią sam na sam i dokładnie omówić całej spraw z Hazzę… no prawie całej, niektóre szczegóły wolę zostawić dla siebie.
- Na co miło popatrzeć? – spytał czerwony na twarzy Lou materializując się u boku swojej dziewczyny.
- No wiesz… miłość… zakochani… – powiedziała wolno uśmiechając się
- Że co? Że niby jakaś sugestia? – spytała Lou
- Ja?! – Marta udawała zdziwienie
- Ja ci dam! – powiedział brunet i zaczął ją łaskotać.
- Dobra, dobra ! poddaje się! – krzyczała dziewczyna wijąc się w jego ramionach. Chłopak znieruchomiał i dał jej soczystego buziaka
- BLEEEE! – skomentował to wszystko nieprzytomny jeszcze Zayn. Wszyscy zaczęli się śmiać, nie tylko z jego komentarza, ale także z jego wyglądu, ponieważ nasz zawsze zadbany i pięknie wyglądający dzisiaj jednak … no cóż najtrafniejsze było by tu określenie jak „ pół dupy zza krzaka”. Gdy skończyliśmy nabijać się z niego, a obrażony ruszył pod prysznic dołączyła do nas Danielle, która od razu nalała sobie i przy okazji mi szklankę mleka. Śmialiśmy się i żartowaliśmy zajadając grzanki i ciepłe sandwicze z serem.
- EJ cicho! – wydarł się nagle Liam, wszyscy momentalnie ucichli i spojrzeli zdziwieni na chłopaka – Harry zgłośnij – nakazał tylko wskazując na telewizor, w którym nadawano program informacyjny.
– Mamy bardzo dobrą informację – mówił prowadzący, mężczyzna w ciemnym garniturze i szarym krawacie – Dzisiaj około godziny 6 rano dzięki pomocy świadków policji udało się złapać Johnatana McFredrica, zbiegłego rok temu ze szpitala psychiatrycznemu mężczyzny, który skazany był za 10 gwałtów i 5 morderstw, jednak jego stan zdrowia psychicznego nie pozwalał na umieszczenie go w zakładzie karnym. Oto zdjęcie które wyświetlane było przez rok w celu uzyskania informacji na temat tego mężczyzny. – na ekranie pojawiła się fotografia przedstawiająca mężczyznę w średnim wieku, włosy ścięte na krótkiego jeża, duże brązowe oczy i uśmiech…. TEN UŚMIECH! Nie mam pojęcia co się stało, ale usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła. Zdezorientowana spojrzałam w dół, gdzie na podłodze rozlewała się wielka biała plama, a po szklance w mojej ręce nie pozostało ani śladu.
- Kate? Kasia coś się stało? – spytał Harry stając tuż obok mnie
- On.. –nagle zaschło mi w gardle. 10 gwałtów. 5 morderstw. 10 gwałtów. 5 morderstw. 10 gwałtów. Te słowa nie chciały wyjść z mojej głowy powtarzane w kółko i w kółko jak mantrę.
- Kasia? Chcesz się położyć? – pytał coraz bardziej zatroskany Harry przyglądając mi się czujnie, jak z resztą wszyscy w pokoju.
- Ja… nie… po prostu… – nie mogłam uwierzyć że nie zostałam jedną z jego ofiar. Że mi się udało
- Kasia? – teraz zbliżyła się do mnie Marta marszcząc brwi
- Po prostu widziałam go – wydusiłam w końcu
- Co?! – spytał Liam – Widziałaś go? I nic nie powiedziałaś?
- Ja… – jąkałam się – Nie miałam pojęcia, że jest poszukiwany. Spotkałam go już dwa razy. Po raz pierwszy… już dawno temu. Gonił mnie, byłam po prostu tak strasznie przerażona – dreszcz przebiegł mi po plecach na wspomnienie tego strachu i adrenaliny. Drugi raz.. nie jestem pewna czy to prawda, ale wydawało mi się, ze był w parku, jak szliśmy do klubu. Siedział na ławce, a jego usta wykrzywiał ten szalony uśmiech, ale gdy zorientowałam się, że to on już go nie było. Nie wiem…jak..
- Dlaczego nic nie powiedziałaś?! – pytał zbulwersowany Liam niemal podnosząc głos
- Li uspokój się ! – nakazał mu Harry patrząc na mój przerażony wzrok skierowany w stronę zazwyczaj spokojnego Daddy –ego.
- Ja… przepraszam Kate – chłopak wypuścił powietrze przez usta i złapał za rękę swoją dziewczynę – Po prostu pól roku ten facet zgwałcił moją sąsiadkę. Dziewczyna ma zaledwie 16 lat. – powiedział i spojrzał na mnie przepraszająco – Jak bym dostał tego drania to bym go rozszarpał na kawałki. – w pomieszczeniu zaległa cisza, słychać było tylko dźwięk dochodzący w telewizora, gdzie przedstawiana była prognoza pogody.
- No dobra dosyć tego ! – zarządził jak zwykle pełen energii Louis – Najważniejsze, że złapali tego świra, a nasza Kate jest tu z nami cała i zdrowa. – wszyscy się z nim zgodzili i powróciliśmy do jedzenia śniadania.
- To my się zbieramy. Koniec imprezy – ogłosił trzeźwy już Niall. – Nacieszcie się sobą póki możecie, bo Harry jutro o 10 mamy wywiad, potem spotkanie z fanami i sesja. Do roboty! – Gdy wszyscy wyszli opadłam na poduszki znajdujące się na sofie.
- Hej – Hazza przytulił się do mnie – Najważniejsze, że Cie nie dopadł… Czuwał nad tobą jakiś Anioł Stróż – chłopak uśmiechnął się ciepło
- Masz rację… – odparłam uśmiechając się smutno
- No widzisz! Ile to się można o sobie dowiedzieć!
- No właśnie – pochwyciłam temat – Ty wiesz o mnie tyle, a ja o tobie prawie nic!
- Jak to nic? Jestem Harry Styles, należę do najsławniejszego zespołu na całym świecie. Potrzebne ci jeszcze jakieś informacje? – zrobił głupkowatą minę
- Wariat – odparłam tylko
- No dobra…- przewrócił oczami – Powiem wszystko! – zadeklarował z ręką na sercu
- Dobrze! – odparłam od razu – Zacznijmy może od twojej rodziny! Ty wiesz o mojej baaardzo dużo rzeczy a ja o twojej prawie nic!
- Jak już wiesz mam starszą siostrę Gemme… – Harry opowiedział mi o swojej rodzinie, szkole, przyjaciołach i prawie wszystkim co było „przed” tym jak stał się sławny. Oglądaliśmy kolorowe albumy ze zdjęciami śmiejąc się co chwila. Opowiedział mi również o jego stosunkach z chłopakami, o tym jak w Lou odnalazł prawdziwego przyjaciela. Wspomniał również o mnie… o tym co go we mnie urzekło, to w jaki sposób drży mi warga gdy próbuję się nie śmiać, czy o tak banalnej rzeczy jak zakładanie zbłąkanych kosmyków włosów za ucho. W między czasie ja także opowiadałam mu o sobie i o rzeczach, które przypomniały mi się w danym momencie. Po kilku godzinach spędzonych pod ciepłym kocem na kanapie byłam w stanie napisać dosyć grubą biografię pana Harrego Stylsa
- I teraz wiem o tobie wszystko! – powiedziałam uśmiechnięta od ucha do ucha – Zero tajemnic! – poklepałam go palcem w klatkę piersiową, chłopak nagle posmutniał
- Kasia – wziął głęboki wdech – jest jeszcze coś o czym ci nie mówiłem…
♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
No nareszcie. Napisałam. Zapożyczę słowa od Piggy – u mnie w domu też były niezłe sajgonki. Przepraszam. Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba :)
A tutaj taka osobna sprawa – jak wszyscy wypowiadają się o Larrym to ja też mogę! ;p No więc moje stanowisko w tej kwesti jest bardzo podobne co do Piggy, mianowicie uważam, że Lou jest hetero natomiast Harry – bi, albo co gorsza gejem. Mam nadzieję, że nie macie mi za złe tego, oczywiście nie mam nic do gejów, ale to po prostu nie może być możliwe, jednak fakty a szczególnie tatuaże mówią same za siebie. Jednak mam nadzieję, że okaże się zwykłym chłopakiem, który znajdzie sobie wspaniałą dziewczynę.
Jeszcze jedna prośba. Wiem, że późno na takie rzeczy, ale czy w komentarzu ( jeśli takowy zostawicie, mogłybyście napisać ile macie lat? Strasznie mnie to ciekawi :D oczywiście nie musicie tego robić)
Dziękuję wam!
Agatka♥

Rozdział 57

  • Napisane 26 września 2012 o 20:49

Spokojnie przespałam całą noc… no prawie całą. Ale czy gdy ma się takiego chłopaka u boku to takie dziwne? Następnego dnia wstaliśmy koło 11. Ściślej rzecz ujmując obudził mnie cudowny zapach, który pobudził moje nozdrza. Przeciągnęłam się leniwie i wstałam z łóżka zarzucając sobie na plecy koszulę Harrego, która na moje szczęście leżała tuż obok łóżka. Szorując nogami o podłogę wolnym krokiem ruszyłam w stronę kuchni. Widok jaki tam zastałam sprawił, że na moich ustach rozkwitł delikatny uśmiech. Harry stał tyłem do mnie smażąc jajecznicę, na stole stała już przygotowana taca z sokiem pomarańczowym, herbatą, kilkoma grzankami, pokrojonymi na ćwiartki pomidorami i świeżym twarożkiem. Ciekawe skąd on to wszystko wytrzasnął? Przecież w lodówce prawie nic nie było. Zapewne wybrał się do sklepu, o już sobie wyobrażam co tam przeżywał! Chłopak w czasie moich rozmyślań zdążył usmażyć „jajówe” , a teraz obrócił się na pięcie z patelnią w ręce, zapewne chcąc nałożyć porcje na przygotowany talerzyk. Znieruchomiał gdy mnie zobaczył i trochę się speszył
- Ooo… już wstałaś… – powiedział niepewnie – Kurcze.. –wypuścił powietrze przez usta zwieszając ramiona – A chciałem ci zanieść śniadanie do łóżka… – Hazza spojrzał na mnie sprawiając że moje tętno nieco przyspieszyło. O matko czy to się nigdy nie skończy? Nawet teraz? Zawsze będą tak na niego reagować? Pytałam siebie. – Ekhm! – loczek przerwał moje rozmyślania – Chciałem… podać… Ci… śniadanie.. do… łóżka… -mówił powoli każde słowo
- No tak! – powiedziałam wzruszając ramionami – Przecież mnie tu nie ma więc o co chodzi? – spytałam retorycznie i pognałam do ciepłego jeszcze łóżeczka. Zacisnęłam powieki niczym mała dziewczynka nie chcąca aby rodzice zauważyli że jeszcze nie śpi. Po chwili usłyszałam że Harold się zbliża więc mocniej naciągnęłam kołdrę i wyczekiwałam
- Dzień dobry śpiąca królewno – powiedział chłopak delikatnie dotykając mojego policzka, uśmiechnęłam się mimowolnie jednak uporczywi zaciskałam powieki – Już czas wsyawać księżniczko – czule pieścił mój policzek i szyję ja jednak byłam nie ugięta – jak to było w tej bajce? – Harry zastanawiał się na głos – A no tak! – usłyszałam jak uderza się otwartą dłonią w czoło –Przecież trzeba ją pocałować – po tych słowach złożył delikatny pocałunek na mych ustach jednak dla mnie było to za mało, objęłam chłopaka rękami za szyję i przyciągnęłam jeszcze bliżej siebie. Hazzy nie trzeba było zachęcać i dawać więcej znaków. Nasze usta oderwały się od siebie dopiero wtedy gdy musieliśmy nabrać powietrza ponieważ oboje ciężko dyszeliśmy. – Przez ciebie nabawię się astmy – skomentował loczek gdy nasze oddechy wróciły do normalnego stanu.
- Bardzo zabawne! – powiedziałam uderzając go zaczepnie w ramię.
- Ja Ci tu jedzenie przygotowuję, a ty taka wredna?! – chłopak zaczął się śmiać podstawiając mi tace pod sam nos. Po zjedzeniu pysznego posiłku zaczęliśmy się pakować i sprzątać mieszkanie. Z racji że jest 13, a my mamy samolot do Anglii o 20.00 musieliśmy się sprężać. Po około półgodzinie wszystko wyglądało tak, jak w czasie dnia ślubu… oczywiście zmieniłam prześcieradło. Zamówiliśmy taksówkę, która zawiozła nas i trzy duże walizki pod mieszkanie moich rodziców. Zadzwoniłam do domofonu.
- Kto? – odezwał się głos po drugiej stronie
- Ja – oznajmiłam od razu i drzwi automatycznie zostały otwarte. Zawsze trochę mnie to śmieszyło, bo nie ważne pod który numer mieszkania bym nie zadzwoniła rozmowa zawsze wygląda tak samo. W pierwszej klasie gimnazjum razem z koleżankami wybrałyśmy się na „rundkę” po różnych osiedlach i sprawdzałyśmy czy dany sposób się sprawdza. Nie było dla nas zaskoczeniem gdy w prawie każdym domu po pytaniu – Kto? – ja – usłyszałyśmy charakterystyczne „bzzzz!”. Po wjechaniu windą na 10 piętro stanęliśmy przed drzwiami
- Kasia? – powiedział Harry, a ja odwróciłam głowę w jego stronę – Pięknie wyglądasz – dodał i uśmiechnął się cudownie. Właśnie zamierzałam go pocałować gdy otworzyły się drzwi, a w nich stała moja babcia. Momentalnie odsunęliśmy się od siebie i spuściliśmy wzrok.
- No ładnie ładnie – powiedziała babcia wpuszczając nas do środka. Posłusznie weszliśmy do mieszkania ciągnąc za sobą walizki. Bagaże zostawiliśmy w korytarzu, a sami ruszyliśmy w stronę salonu, za nami podążała babcia która nuciła… nie na pewno się nie mylę!
- Love is in the air
Everywhere I look around
Love is in the air
Every sight and every sound – śpiewała po cichu
Zerknęłam na Harrego, który również rozpoznał piosenką i uśmiechnął się pod nosem. W dużym pokoju zastaliśmy mojego tatę, Michasia, Karola z żoną i dzieciakami.
- A gdzie mama? – spytałam siadając obok Michała
- Odgrzewa jedzenie z wesela.. matko ile tego zostało! Zaraz zjemy obiad – powiedział tata. Tak też zrobiliśmy. Później na nowo przeżywaliśmy wesele i wydarzenia z ostatnich dni. Ewa radośnie podskakiwała siedząc na kolanach wujka Harrego – jak sama go nazywała. Koło godziny 18 zawitali również Alicja i Krzysiu, wszyscy chcieli się z nami pożegnać. Uścisków i pocałunków nie było końca. Rodzice życzyli mi powodzenia na studiach i w pracy. Alicja duuuuużo miłości, przy czym mrugnęła do mnie porozumiewawczo, Karol i Monika również życzyli wszystkiego co najlepsze i jak to ujął mój brat „ mam nadzieję, że niedługo będzie kolejny ślub”. Później Misiek z którym tuliłam się przez dobre 3 minuty, a na końcu szepnęłam mu do ucha – To zastanowię się, jak to będzie z tym świadkiem
- No ja myślę siostra – odpowiedział i dał mi buziaka. Ostatnią osobą z którą przyszło mi się pożegnać była babcia. Biedaczka zalała się łzami
- Babciu nie płacz! – rozkazałam jej, sama ledwo powstrzymując łzy. W końcu zobaczę ich wszystkich dopiero za rok.
- Ohh kochanie – powiedziała wtulając się w moją szyję – Tak bardzo się cieszę, że znalazłaś szczęście. Pamiętaj, choćby się waliło i paliło o prawdziwą miłość warto walczyć – tu wskazała głową Hazze, który przytulał się do Alicji – A myślę, że z tego chłopaka coś będzie. Po prostu bądź szczęśliwa. Dobrze?
- Dobrze babciu – odpowiedziałam i już nie mogąc się powstrzymać rozbeczałam się jak małe dziecko. Mój lament jednak nie trwał zbyt długo, ponieważ 10 minut później musieliśmy jechać na lotnisku. Po raz ostatni tuląc się do wszystkich wyszłam razem z Harrym i tatą z mieszkania, z domu, do którego zawszę będę wracać. Podróż na lotnisko przebiegła bardzo sprawnie, bez trudu zdążyliśmy na odprawę, która również odbyła się bez komplikacji
- Będę tęsknił złoto – powiedział tata przytulając mnie- pamiętaj o naszej rozmowie! – powiedział na odchodnym. Ku mojemu zdziwieniu podał Harremu dłoń, jednak po chwili zastanowienia również go przytulił i powiedział, że ma się mną opiekować. Loczkowi bardzo to schlebiało i zapewnił mojego rodziciela, że póki będzie przy mnie nic się nie stanie. Tata oddalił się od nas, a my trzymając się za ręce ruszyliśmy na pokład samolotu. Po zajęciu miejsc uśmiechnęłam się do widoku za oknem. Polska. Mój piękny kraj. Niby taki zacofany, niby wcale nie jakiś „fajny” , a jednak… mój.
- Hej.. – Hazza chwycił moją dłoń i pocałował ją czule – Niedługo tu wrócimy, obiecuję. – uśmiechnęłam się do niego i pocałowałam w usta. Jak dobrze, że go mam. Podczas lotu nie rozmawialiśmy zbyt dużo, po 15 minutach zmógł mnie sen, a ramie Harolda było najodpowiedniejszą poduszką. Wydawało mi się że minęło zaledwie kilka sekund od czasu gdy zamknęłam oczy, a teraz Harry delikatnie potrząsał moim ramieniem i złożył pocałunek na policzku
- Wstawaj śpiochu – szeptał czule – To już Londyn.
- Co? Już? – pytałam zdezorientowana rozglądając się na boki, na zewnątrz było już ciemno, jednak wyraźnie widziałam zarys Tamizy i London Eye.
- Ale się rozczochrałaś – powiedział Hazza śmiejąc się i wygładzając moją fryzurę
- Hahaha ! – powiedziałam siląc się na sarkazm jednak chyba mi nie wyszło, ponieważ dekoncentrowały mnie dołeczki pojawiające się w policzkach chłopaka. Mojego chłopaka. O matko, ale to dziwnie brzmi! Harry Styles! Moim chłopakiem! Gdy już ogarnęłam swoje włosy i twarz Harold nadal mi się przyglądał
- Co? – spytałam unosząc pytająco brwi
- Kocham Cie – powiedział tylko. Trochę mnie zatkało, mimo że słyszałam to już nie raz z jego ust nadal wydawało mi się to takie nierealne.
- Ja też cie kocham – odpowiedziałam dając mu szybkiego buziaka w policzek, ponieważ zbliżaliśmy się do lądowania. Gdy wyszliśmy z samolotu i odbieraliśmy swoje walizki przypomniał mi się mój pierwszy przylot do Londynu i cała historia związana z zaginionym bagażem. Dzisiaj jednak nie mieliśmy tego rodzaju przygód.
- Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej – powiedział Hazza gdy wyszliśmy z terminalu.
- Ekhem! – usłyszeliśmy za swoimi plecami. Odwróciliśmy się na piecie i spojrzeliśmy w stronę dochodzącego dźwięku. Naszym oczom ukazal się caly skład One Direction wraz z Marta i Danielle. – No myśleliśmy ze już nigdy nie wrócicie – powiedział Louis. Niewiele myśląc pognaliśmy w stronę przyjaciół i zaczęliśmy się z nimi witać i wydawać przy tym dziwne odgłosy
- Niall! Zayn! Liam!! – krzyczałam przytulając się do każdego po kolei. Tak dawno nie widziałam tej szalonej ekipy!
- Jak tam? Prezent się przydał ? – dopytywał Liam. Staliśmy tam dobre 25 minut, aż w końcu Harry powiedział
- W ogóle to musze wam o czymś powiedzieć – zaczął zbliżając się do mnie i chwytając mnie za rękę – No bo… ja jestem z Kasia! To znaczy z Kate! – dokończył uśmiechając się szeroko i dając mi buziaka w usta. Cale towarzystwo stało bez ruchu i wpatrywało się w nas. Razem z Harry byliśmy trochę zmieszani. No jasne nie wiedzieliśmy jak zareagują, ale braku reakcji się nie spodziewaliśmy. W końcu przemówił Louis, najstarszy wśród zgromadzonych.
- Powiem tylko tyle: NO NARESZCIE!! –wykrzyczał a wszyscy zaczęli bić brawo. Uffff… pomyślałam spoglądając na Harolda, widocznie on również bal się ze przyjaciele tego nie zaakceptują.
- To co idziemy na imprezę? – dopytywał Zayn. Wszyscy się zgodziliśmy, lecz najpierw pojechaliśmy taksówkami do domu Harrego, aby zostawić tam nasze walizki.
- Hej! Może do klubu pójdziemy pieszo? – zaproponowała Danielle. Klub od domu Harolda był oddalony o jakieś 15 minut, trzeba było tylko przejść przez park.
- Świeże powietrze nigdy nie zaszkodzi – poparł dziewczynę Louis. Tak wiec zrobiliśmy, przez całą drogę chłopcy wypytywali nas o pobyt w Polsce i o to jak to się stało ze w końcu jesteśmy para. Harold ochoczo odpowiadał na pytania cały czas trzymając mnie za rękę.
- But mi się rozwiązał – zauważyłam przystając i zawiązując sznurowadło. Gdy miałam już iść stwierdziłam ze i drugie się rozwiązało – Idźcie ! zaraz was dogonię! – powiedziałam do przyjaciół. Oni oddalili się kawałek, a ja w tym czasie usłyszałam jakiś szum za plecami. Odwróciłam głowę przyglądając się krzakom znajdującym się za moimi plecami. Niby nic takiego, na ławce obok siedział mężczyzna uśmiechając się do mnie. Nie wiele myśląc odwzajemniłam ten gest i wróciłam do sznurowania buta. Gdy wstałam z pozycji kucającej zamarłam. Przypomniał mi się ten uśmiech. To był ten sam mężczyzna, który kilka miesięcy temu gonił mnie w parku. Bardzo powoli odwróciłam się w stronę ławki jednak ta była pusta. Nie rozmyślając nad tym za dużo rzuciłam się biegiem w stronę grupki przyjaciół, którzy stali zaledwie 15 metrów dalej. Gdy dotarłam do nich od razu przytuliłam się do Harrego
- Kasiu coś się stało? – spytał nieco zdezorientowany chłopak, jeszcze raz spojrzałam w stronę ławki, po mężczyźnie nie było ani śladu.
- Nic. Mam nadzieję, że to była moja wyobraźnia. – odpowiedziałam nie dając mu jednak zrozumiałej odpowiedzi
- Hej idziemy czy jak?! – dopytywał się Zayn
- Idziemy idziemy! – powiedziała Marta
- Hej… – Harry przytrzymał mnie jeszcze przez chwilę w swoich ramionach. – Nieważne co by się stało. Pamiętaj jestem przy tobie. Jesteś bezpieczna – obdarzył mnie ciepłym spojrzeniem, a wspomnienie mężczyzny o szatańskim uśmiechu odeszło gdzieś daleko.
♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
Hmm.. tak rozdział dodany dopiero teraz. Po prawie.. jakie prawie po 3 tygodniowej przerwie! Nieprawdę nie wiem, jak mogłam wam zrobić coś takiego. Miałam dodawać systematycznie, w wyszło, jak wyszło. Na usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że dużo zażyło się przez te 3 tygodnie, między innymi znowu jedynym wybrankiem mojego serca jest nie kto inny jak Harry, a przysłowie „ prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie” naprawdę jest prawdziwe. Ale nie będą zadręczać was moją historią. Po prostu przepraszam. Nie wiem co jeszcze mogłabym zrobić, abyście wybaczyły mi taką długą nieobecność. W każdym razie, rozpoczynam nowy okres w życiu. Mam nadziję, że kolejny rozdział ukaże się niebawem i mimo wszystko nadal mnie lubicie : D. Milion buziaków!

PS Chciałam jeszcze podziękować Dir, która oznaczyła mnie na fejsie na wpisie z teledyskiem do LWWY! Dziękuję ;* Tak mi to poprawiło humor że.. ooo!! Normalnie szczerzyłam się jak głupia do mokrego Harrego i Zayna! ♥__♥ I Niall bez koszulki! mmm yummy! Dir i Piggy wy wiecie że jesteście najlepsze!
Agatka♥

Rozdział 56

  • Napisane 29 sierpnia 2012 o 08:51

Po krótkiej rozmowie z tatą posiedziałam jeszcze chwilę w samotności obserwując bawiące się w ogrodzie dzieciaki. Kto wie? Może w przyszłości ja również będę miała swoją „wesołą gromadkę”? Wspaniałe, małe, roześmiane… Od zawsze chciałam mieć czwórkę dzieci. Dla niektórych dwójka, to był max, jednak ja uważam, że im ich więcej tym lepiej. Oczywiście należy pamiętać przede wszystkim o ich dobru, aby miły godziwe warunki życia, nauki, aby mogły spełniać swoje marzenia i realizować plany. Bardzo dobrze znam przypadek rodziny gdzie było pięciu chłopców i trzy dziewczynki, jednak rodzinie bardzo ciężko się żyło i trudno im było wiązać koniec z końcem, dlatego mam nadzieję, że moje dzieci nigdy nie będą musiały zaznać czegoś takiego. Ale chwila.. czy ja nie wybiegam za bardzo w przyszłość? Przecież jestem taka młoda! Dopiero zaczęłam studiować i spełniać swoje zawodowe marzenia… niedawno, a ściślej ujmując jeden dzień temu poznałam prawdę na temat uczuć Harrego do mnie. Może jeszcze za wcześnie na snucie tak dalekich planów. Z tą myślą i delikatnym uśmiechem wróciłam na salę, gdzie przy piosence „Twist and shout” The Beatles ,Harold wraz z moją kochaną babcią królował na parkiecie. Gdy utwór się skończył Hazza podziękował swojej partnerce za taniec całując ją w rękę, a następnie odprowadził ją do stolika.

- Oh.. Kasiu! Jaki ten chłopak jest fajny! – powiedziała babcia siadając obok mnie, nie odpowiedziałam tylko uśmiechnęłam się szeroko – No naprawdę! Ja od początku wiedziałam że coś się kroi! Ot co! Mówię ci kochanie – tu złapała mnie za rękę – Twoja babcia ma jeszcze trochę oleju w głowie!

- Ależ oczywiście, że masz! – powiedziałam od razu , babci czasami wyskakuje z tekstami w stylu „jestem taka stara”.

- No dobrze, dobrze! Tak się z tobą droczę! – wytknęła mi język, a ja pokręciłam w niedowierzaniu głową, czy to naprawdę ona jest moją babcią? Czy przypadkiem nie jest odwrotnie? Zerknęłam na Harrego, który tańczył teraz z moją bratanicą Ewą, tą samą która chciała zabrać go do domu. Śmiesznie wyglądał pochylając się i wypinając przy tym tyłek( ten bardzo fajny, kształtny tyłek…), robił przy okazji różne zabawne miny rozbawiając nimi małą tancerkę. Definitywnie on jest stworzony do roli ojca! Powróciłam do moich rozmyślań na temat mojej przyszłości, gdy z głośników zaczął dobiegać głos dj -a

- A teraz moi państwo, z racji że wśród gości jest bardzo liczne grono młodzieży – tutaj jego wypowiedz przerwały okrzyki mojego kuzynostwa oraz gromkie brawa – oczywiście, jest z nami również wiele osób młodych duchem – teraz odezwali się moi wujkowie i ciocie, oraz ( czy kogoś to dziwi? ) moja babcia. – W takim razie, właśnie teraz zaprezentuje państwu najnowsze hity! Zapraszam wszystkich do zabawy! – Nie wiadomo kiedy Harold zmaterializował się u mojego boku i wyciągnął na parkiet gdzie utworzyło się już duże kółko, a wszyscy kołysali się w rytm piosenki Pitbulla, później była Shakira, a następnie „ Call me maby” – które przetańczyłam z moją kuzynką stojąc po środku i potrząsając biodrami wskazując po kolei na stojących chłopaków i ciągnąc ich za krawaty nakazywałyśmy tańczyć z nami do refrenu. W końcu usłyszałam piosenkę, na którą po cichu liczyłam mając nadzieję że dj uraczy nas jej puszczeniem – i oto proszę:

You’re insecure
Don’t know what for
You’re turning heads when you walk through the do-o-or

Dziewczyny zaczęły piszczeć i pokazywać na Hazzę, który strasznie się zarumienił, jednak chwilę potem, gdy nadszedł czas jego solówki śpiewał, tak pięknie jak zawsze, uśmiechając się przy tym i patrząc mi w oczy.

- Mała informacja! Wszyscy, którzy chcieli by zamówić jakąś piosenką z dedykacją- proszę się nie krępować i walić do mnie jak w dym! – dj nie musiał czekać, po kilku sekundach od jego stanowiska ciągnęła się mała kolejka. Zmęczona tańczeniem chwyciłam rękę Harrego i poszłam w stronę stolika, chłopak bez wahania ruszył z mną, rysując kcikiem na mojej dłoni małe okręgi, było to naprawdę nic takiego, żadna wyrafinowana i wyszukana pieszczota, a jednak – uśmiechnęłam się sama do siebie – działa i to jak diabli. Z głośnym westchnieniem opadłam na krzesło, Hazza zrobił dokładnie to samo tylko że westchnął bardziej teatralnie ocierając dłonią czoło – złośliwa małpa!- Pomyślałam sobie wytykając mu język. Chłopak zrobił minę zbitego psa i już nie mogłam się powstrzymać, by nie obdarzyć go kolejnym uśmiechem. Siedząc przy stole i zajadając się sałatką warzywną na przemian z odgrzewanym kurczakiem z poprzedniego dnia, słuchaliśmy kolejnych dedykacji. Oczywiście tłumaczyłam wszystko Harremu, począwszy od słów wypowiedzianych przez prowadzącego, pokazaniu mu o których osobach mowa, a skończywszy na wyjaśnieniu dlaczego ktoś zadedykował komuś taką a nie inną piosenkę, np. Arek – mąż mojej kuzynki zadedykował swojej teściowej czyli siostrze mojego taty piosenką” nigdy więcej nie patrz na mnie”. Minuty mijały, a ja wdałam się z Harrym w rozmowę na temat kolejnej płyty chłopaków, gdy nagle usłyszałam ten głos – głos nie kogo innego jak mojej babci

- Spokojnie synku sama sobie poradzę! – najwyraźniej zabrała dj mikrofon. Wstałam aby wyraźniej widzieć co dzieje się na scenie, lekko zdezorientowany prezenter muzyczny kręcił głową przyglądając się starszej pani w kolorowej sukience – No więc tak! – zaczęła i przygładziła sobie włosy na głowie – Swoją dedykację zapowiem sama! Bo umiem! – tu wymownie spojrzała na prowadzącego, który podniósł ręce w obronnym geście, babcia uśmiechnęła się do niego szeroko – Dedykują tą piosenką moim wnukom! Całej siedemnastce! Nie wiecie jak bardzo się cieszę, że was mam! I mam nadzieję że dzięki tej piosence przypomnicie sobie wakacje spędzone u mnie na działce! Nie ma co gadać, chodźcie wszyscy na parkiet! – zawołała, oczywiście od razu zerwałam się z miejsca i po krótce wytłumaczyła Harremu o czym mówiła mama mojego taty ciągnąc go jednocześnie do miejsca gdzie zabrali się już prawie wszyscy moi kuzyni i rodzeństwo, a na ich ustach błąkały się uśmiechy i wyrazy zdziwienia, ale również zaciekawienia. Ja tak jak wszyscy nie bardzo wiedziałam co teraz może się stać. Babcie miała czasami szalone pomysły, a z wakacjami spędzonymi na działce kojarzy mi się tak dużo rzeczy, że naprawdę nie mam pojęcia o co może chodzić. Nasze wątpliwości i przypuszczenia rozwiały się jakąś minutę później, gdy babcia zaszła już z podwyższenia i ustawiła się do nas plecami

- Mam nadzieję, że pamiętacie kroki! – zawołała i nagle całą salę wypełniły dźwięki skrzypiec, grających góralską piosenką. Skrzypek*! Pomyślałam od razu i ustawiłam się za babcią

- Harry chodź! – krzyknęłam do chłopaka, ustawił się obok mnie, z tego co zauważyłam połowa osób już tańczyła uśmiechając się od ucha do ucha. – To jest taniec, którego uczyła nas babcia gdy byliśmy jeszcze mali – mówiłam przekrzykując muzykę – Jest naprawdę bardzo prosty, stań obok mnie – udzielałam mu instrukcji, a on jak pilny uczeń wykonywał moje polecenia. – Ok, początek jest taki prawa noga do przodu i uderzasz palcami o podłogę dwa razy, później do tyłu i robisz dokładnie to samo, również dwa razy. Następnie noga w bok, a teraz zginasz ją w kolanie i zarzucasz do tyłu… Dobrze! – pochwaliłam gdy bez problemu robił to o co go poprosiłam- teraz znowu noga w bok i zginasz, ale dajesz do przodu, super! Ok teraz obracamy się licząc do trzech w prawo i klaśnięcie, teraz w lewo klaśnięcie, dokładnie tak! I to samo z lewą nogą! – chłopak próbował kilka razy aż w końcu się wkręcił

- Przód, przód, tył, tył, bok, tył, bok, przód, 1..2…3..hop..1…2…3 hop! Przód, przód, tył… – powtarzał pod nosem tańcząc. Dj odtworzył skrzypka jeszcze raz, tak aby teraz wszyscy mogli tańczyć równo. Oczywiście taniec ten wiązał się z mnóstwem wspomnień i cudownych chwil. Po jego odtańczeniu wszyscy rzucili się na babcię. Podczas poprawin wspaniale się bawiliśmy i nim się spostrzegłam była 22 i czas imprezy dobiegł końca. Alicja zgodziła się, abym z Harrym i tej nocy spała u niej w mieszkaniu, a ona razem z Krzysiem prześpi się w hotelu, oczywiście byłam temu absolutnie przeciwna, ona jednak używając swojego stałego argumentu „ to ja jestem starszą siostrą”, niemal wydała rozkaz. Gdy już się żegnaliśmy mrugnęła tylko i szepnęła mi na ucho:

- Tylko zmień to prześcieradło

- Wredna ty! – odpowiedziałam przewracając oczami. Razem z Harrym wyszłam z restauracji

- I jak ci się podobało? – spytałam gdy chłopak chwycił moją dłoń i splótł moje palce ze swoimi.

- Ohh… Było super. Naprawdę bardzo fajnie! Masz świetną rodzinę, o babci już nie wspomnę – tu uśmiechnął się szeroko – A najlepsze jest to, że wszyscy są tacy otwarci i radośni

- Nie znasz ich z tej drugiej strony – wtrąciłam swoje trzy grosze do jego wypowiedzi

- Może i tak, ale nie zmienia to faktu że naprawdę ich polubiłem

- Bardzo mnie to cieszy – przez resztę drogi do mieszkania mojej siostry wymienialiśmy między sobą wrażenia jakie wywarło na nas to wesele i w ogóle cały pobyt w Polsce. Gdy staliśmy już pod drzwiami zaczęłam się niepohamowanie głośno śmiać, ponieważ Harold opowiadał mi o tym jak zdziwił się widząc faceta w śmiesznej czapce, z brodą i mającego na sobie stelaż konia

- To był Lajkonik! – powiedziałam nadal się śmiejąc i przekręcając klucz w zamku. Weszliśmy do mieszkania, a ja już trochę się uspokoiłam – Napił byś się czegoś ? – spytałam kierując się w stronę kuchni

- Jeśli masz coś dobrego to bardzo chętnie – odpowiedział znikając za drzwiami toalety, od razu przypomniał mi się dzisiejszy poranek i niespodzianka jaką zostawiła mi moja siostra w lodówce. Bez zastanowienia podeszłam do niej i wyjęłam szampana a następnie otworzyłam go nad zlewem… no tak nigdy nie miałam talentu do takich rzeczy. Tylko do czego by tu to wlać? Mimo, że kuchnia była wykończona większość szafek świeciła pustkami. Z braku innych pomysłów wyjęłam dwa kolorowe kubki (jeden filetowy, a drugi z myszką Micky) i napełniłam je musującym napojem.

- No no no… – pochwalił Harry stając za mną i przytulając się od tyłu

- Proszę to dla pana – wręczyłam mu uroczyście kubek i odwróciłam się tak że staliśmy teraz do siebie twarzą w twarz. Loczek pociągnął łyk swojego alkoholu i spojrzał na mnie tym swoim przenikliwym wzrokiem – No co ? – zapytałam gdy wciąż mi się tak przyglądał

- Po prostu myślę, że to jakiś głupi żart, że zaraz wszystko zniknie, a ja będę siedział w Londynie wyciągając pijanego Zayna z imprezy – zakończył kręcąc głową

- Do mnie to mówisz? Fakt że cie znam i mogę z tobą rozmawiać czyni mnie najszczęśliwszą osobą pod słońcem! Wiele dziewczyn zrobiło by tyle rzeczy żebyś tylko zechciał na nie spojrzeć! A ja? Mam tu cię przez sobą, na wyciągnięcie ręki, mogę zrobić wszystko, a najlepszy i najbardziej niewiarygodny jest fakt, że coś do mnie czujesz… i powiedz mi kto tu ma się czuć skołowany? – spytałam unosząc brwi

- Hmmm….- Hazza udawał że się zamyślił – Nikt bo to wszystko prawda – powiedział uśmiechając się promiennie i upijając kolejny łyk z filetowego kubka

- Udowodnij! – rozkazałam patrząc mu w oczy

- Bardzo chętnie.. – odpowiedział, a chwilę później jego usta były tuż przy moich jednak nie złożył na nich pocałunku – Ale na pewno? – nasze wargi dzieliły milimetry i z każdym ruchem jego usta muskały moje

- Absolutnie – odpowiedziałam nie mogąc znieść jego pastwienia się nade mną. Widać taka odpowiedz mu wystarczyła bo wpił się wargami w moje usta i poczułam przyjemny smak szampana, a w moim brzuchu motyle po prostu eksplodowały.

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Nie, nie wierzę! Naprawdę napisałam ten rozdział. Mam nadzieję że dzisiejsza notka pod nim nie będzie dłuższa niż sam rozdział, ponieważ mam dużo rzeczy do omówienia

1)Przeprosiny

Naprawdę chciała bym was bardzo ale to bardzo przeprosić, nigdy nie myślałam, że nie będą w stanie napisać rozdziału przez miesiąc! Rozumiecie?! Miesiąc! Dopiero teraz do mnie to dociera. Oczywiście mogę usprawiedliwiać się wyjazdami, brakiem weny i czasu, co oczywiście jest prawdą, ale i tak uważam że bądź co bądź po prostu „Dałam dupy”. Mamjednak nadzieję że mi wybaczycie.

2) Podziękowania

Chciała bym podziękować wszystkim tym, którzy nadal odwiedzają tą stronę i czytają, a raczej czekają na kolejny rozdział. Dziękuję wszystkim tym, którzy zostawiają po sobie znak w postaci komentarza, ale również tym „bezimiennym”.

3) Nowe osoby

Muszę powiedzieć, że byłam w całkowitym szoku czytając komentarz Directioner24 i kokos ponieważ nie spodziewałam się że moje opowiadanie może przyciągnąć nowych czytelników. A jednak! W każdym bądź razie bardzo dziękuję za ciepłe słowa i mam nadzieję, że nadal będziecie tu zaglądać.

4) Dir i Piggy

Moja kochane guru! Dwie cudowne dziewczyny! Dir bardzo się cieszę, że już wróciłaś! Jednak co do twoich komentarzy, niestety raczej nie będziemy mogły się spotkać ponieważ na Górze Świętej Anny byłam tylko podczas rekolekcji, jednak na stałe mieszkam… nad morzem. Więc jeśli kiedykolwiek będziecie chciały wybrać się do Trójmiasta to mówcie, może uda mi się namówić moich rodziców i załatwić wam nocleg ;) A i jeszcze jedno bardzo dziękuję wam za słowa troski i wsparcia, naprawdę dużo dla mnie znaczą

5) Marta, Karolina, Gosia, Dominika

Wy moje 4 dałny! Dziękuję wam wszystkim, za słowa otuchy, ale również groźby ( Marta : „ WIESZ ŻE ONE CIĘ ZABIJĄ? A POTEM JA CIĘ ZABIJĘ!!” <3 Kocham Cię!) i w ogóle kocham was wszystkie! W przyszłym tygodniu oglądamy u mnie Magic Mike!

6) Rozdział

No i już propo samego rozdziału jak już się domyślacie męczyłam się nad nim bardzo długo, ale mam nadzieję, że zadowolą was rezultaty . Teraz gdy rozpoczyna się cudowny rok szkolny! Ohh tak wszyscy się cieszą! Jako dojrzała uczennica drugiej klasy liceum będą dodawać rozdział co (maksymalnie!) 4 dni.

Dziękuję wam wszystkim! Jesteście naprawdę niezastąpione!

Agatka

INFORMACJA

  • Napisane 6 sierpnia 2012 o 14:55

Hej dziewczyny, tu Marta :) Dostałam misję od Agaty, żeby napisać ten wpis. Po pierwsze: Agatka ostatnio jest cepem i nie wywiązuje się z obietnic dodania rozdziału. Przez ostatni tydzień nic nie dodała, bo wyjechała na Górę Św. Anny, to jest niedaleko Opola i nie miała dostępu do neta (w ogole to byłam tam razem z Nią). Ja już wróciłam, ale Ona pojechała jeszcze do rodziny naszej koleżanki (Dominiki). Dlatego przez następne trzy dni na pewno nie pojawi sie rozdział, ale jak Agatka wróci to zacznie znowu systematycznie pisać na blogu. Mam nadzieję, że nie jesteście bardzo na Nią złe i że nadal Ją kochacie.

Rozdział 55

  • Napisane 24 lipca 2012 o 12:15

Zamknęłam za nami drzwi i spojrzałam na Harrego stojącego po mojej prawej stronie i uśmiechającego się od ucha do ucha.

- No co ? – spytałam nie widząc dlaczego on się tak szczerzy

- Po prostu nadal nie mogę w to uwierzyć – powiedział i dotknął mojego policzka

- To dokładnie tak jak ja – odwzajemniłam ten gest, a chwilę później zaczęliśmy się całować… znowu.

- Ekhem!! – przerwało nam głośne odchrząknięcie, odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni w rezultacie czego Harry nadział się na klamkę. Spojrzeliśmy w bok skąd dochodził nieprzyjemny odgłos.  Na schodach stała starsza pani podparta pod boki i odziana w fioletowy płaszczy. Na jej głowie dumnie widniał zielony moherowy beret, a w ręku dzierżyła rączkę od metalowego wózeczka na kółkach. Przyglądała nam się zza grubych na 5 centymetrów okularów z krzywą miną.

- Czy w tym kraju młodzież jest już tak wulgarna i bezwstydna, że musi wymieniać płyny ustne w miejscach publicznych! – gruchnęła staruszka głośno – Czy wy już nie macie za grosz przyzwoitości! – Harry patrzył na mnie oczami w których zaczął pojawiać się strach.  Nie miał zielonego pojęcia o czym mówi ta niby spokojniutka babcia.

- Bardzo przepraszam! – pośpieszyłam z wyjaśnieniami, byle tylko nie wrzeszczała na cały blok – Naprawdę nie chcieliśmy pani urazić!

- Ale niestety to zrobiliście młoda damo! A ten co?! – łypnęła na Harrego który stał jak słup soli zagryzając nerwowo wargę i pocierając dłonią o kark. – Przeprosić nie umie?!

- Proszę Pani on nie rozumie, nie jest Polakiem – wytłumaczyłam staruszce

-  Wiesz co dziewczyno?! Drwa do lasu przynosić! Ale w sumie – babcia trochę ś=zeszła z tonu i mówiła już spokojnym głosem – Niezły z niego przystojniak! – pochwaliła lustrując zmieszanego Harolda od góry do dołu, nie mogąc się powstrzymać parsknęłam śmiechem – Poważnie mówię! Naprawdę, jak wy to teraz nazywacie : niezłe z niego ciacho – dodała z entuzjazmem, tego było za wiele zaczęłam się niepohamowanie śmiać, a staruszka mi zawtórowała – Skąd ty go wzięłaś? – spytała zainteresowana

- Z Wielkie Brytanii proszę pani – odpowiedziałam uprzejmie

- No no no! Naprawdę dobry wybór! A na początku… to ja tak tylko żartowałam. – powiedziała z ciepłym uśmiechem – I weź mu coś powiedz żeby się uspokoił, bo wygląda jakby miał zaraz rozwolnienia dostać – kiwnęła głową w kierunku Harrego, zaczęłam ponownie się śmiać. Gdy po dwóch minutach się uspokoiłam podeszłam do Hazzy i złapałam go za rękę, aby chwilę potem powiedzieć mu

-It’s all right. She don’t want to kill us. Well…honestly she thinks that you are really handsome!

- Really? – Harry spojrzał na początku na mnie, później na uśmiechającą się przyjaźnie babcie, by chwilę przenieść wzrok z powrotem na moją twarz. – Ok – wypuścił powietrz przez usta, uśmiechnęłam się i dałam mu całusa w policzek

- Ładnie razem wyglądacie! – pochwaliła staruszka – I widać że jest w tobie  zakochany! – dodała z entuzjazmem

- Dziękuję – uśmiechnęłam się do niej ciepło

- Nie ma za co, przepraszam że tak na was naskoczyłam, po prostu człowiek dziwaczej na starość, i już czasami nie pamięta jak to jest być młodym i cudownie zakochanym – odpowiedziała  i zaczęła wchodzić na następne piętro.

- Szalona kobieta – powiedziałam do Harrego, który najwyraźniej nadal nie wiedział co powinien myśleć o tym wszystkim.

- Okeeeej, to było dziwne – skomentował w końcu, zerknęłam na zegarek znajdujący się na jego nadgarstku, już byliśmy spóźnieni.

- Harry chodź szybko! Już późno! – zawołałam i zaczęłam czym prędzej schodzić ze schodów ( w wysokich obcasach było to trochę trudne, ale ja nie dam rady? ). Po wyjściu z klatki zaczęłam truchtać w stronę restauracji

- Kasia! – mój „maraton” przerwał głos Harolda. Zatrzymałam się i spojrzałam na chłopaka, który ciężko dysząc dogonił mnie – Kobieto gdzieś ty biegała? Miałaś treningi z Boltem czy jak? – parsknęłam śmiechem słysząc jego komentarz, po kilku sekundach Hazza przestał dyszeć i podszedł do mnie bliżej a następnie chwycił mnie z rękę – Patrz już prawie jesteśmy – wskazał dłonią oddalony od nas o jakieś 300 metrów szyld restauracji. Przygładziłam wolną ręką swoje włosy i trzymając za dłoń Harolda ruszyłam w stronę knajpy.

- Któż to się pojawił?! – tymi słowami przywitała nas moja siostra

- Też się cieszę, że cię widzę – dałam jej buziaka w policzek i tak samo postąpiłam z Krzysiem który stał obok Ali .

- Harry! I jak się spało? – zapytała chłopaka z chytrym uśmieszkiem

- A dziękuję, bardzo dobrze! – Harold zachował kamienną twarz mimo „podstępu” mojej siostry. Musieliśmy przejść dalej ponieważ za nami powstał ogonek tworzący się z nowo przybyłych gości, pragnących przywitać parę młodą. Weszliśmy z Hazzą na salę i usiedliśmy na swoich wczorajszych miejscach. Chwilkę potem podeszła do nas mama i przywitała się z nami, uważnie spoglądając na nasze splecione dłonie spoczywające na kolanie Harrego. Po chwili, gdy już  prawie wszystkie miejsca były zajęte podano obiad. Po nim wszyscy zaczęli rozmawiać na temat wczorajszej imprezy, o cudownej sukni, dobrych ciastach, świetnej orkiestrze ( którą dzisiaj zastępował dj , o pięknych bukietach ślubnych i tak dalej… Razem z Hazzą wstaliśmy i podeszliśmy do naszych „wczorajszych miejsc”, czyli do stolika gdzie siedziało moje kuzynostwo, a my przebywaliśmy tam przez prawie całe wesele.  Po minach chłopaków od razu było widać kto ile wypił, mimo to przywitali się z harrym z ogromnymi uśmiechami. Dj zaprosił wszystkich na środek, aby młoda para mogła uroczyście rozpocząć zabawę, po odtańczeniu jednej piosenki zaśpiewaliśmy „sto lat’ dedykowane nowożeńcom . Pod koniec „piosenki” podszedł do mnie mój młodszy brat Michał

- Zatańczysz siostra? – spytał, ja w odpowiedzi kiwnęłam twierdząco głową, ale zanim braciszek wziął mnie w obroty odwróciłam się szukając wzrokiem Harrego, który jeszcze chwilę temu stał obok mnie. Zauważyłam go obok Marceliny, gdy nasze oczy się spotkały on uśmiechnął się pięknie i wyszeptał bezgłośnie „ I love you”. Słysząc, a właściwie odczytując z ruchu warg jego słowa, moją twarz rozpromienił ogromny uśmiech.  Zagryzłam dolną wargę i odwróciłam się twarzą do Michała.

- Oj Kaśka Kaśka  - powiedział gdy zaczęliśmy tańczyć

- Co ? – spytałam udając, że nie mam pojęcia o co mu chodzi

- No już nie udawaj, widać po tobie na kilometr! – przekomarzał się ze mną braciszek.

- Nie mam pojęcia o co ci w ogóle chodzi!

- Hmmm… – chłopak udawał zamyślonego kołysząc się w takt wolnej piosenki, którą zapuścił dj.

- I co? Wymyśliłeś? – zapytałam, nim zdążyłam ugryźć się w język

- Nie no wiesz… Wcale po tobie nie widać, że cały czas gapisz się na Harrego, który robi dokładnie to samo…co by tu jeszcze.. no tak, zachowujecie się jakby nie tylko doszło do jednego pocałunku – brwi chłopaka powędrowały do góry i teraz to ja czułam się jak młodsza siostra przyłapana na podjadaniu ciastek z metalowej puszki stojącej na lodówce

- No cóż…- zaczęłam powoli – najpierw wyjaśniliśmy sobie pewną sprawę, później był pocałunek, jeden.. potem kolejny… później szliśmy do domu Ali i

- Nie kończ! – przerwał mi Michał w połowie zdanie- Potrafię się domyślić – uśmiechnął się chytrze – Mam nadzieję, że wymieniliście prześcieradła?

- Ludzie co wy macie z tymi prześcieradłami?!- zapytałam podnosząc lekko głos tak, że ciocia z wujkiem tańczący obok nas spojrzeli na mnie zdziwieni – Przepraszam – powiedziałam w ich stronę, wujek tylko wzruszył ramionami i kontynuował taniec ze swoją partnerką. – Najpierw Ala, teraz ty?

- No dobra, dobra prawda jest taka że mieliśmy mały spisek i zapewne Karol też o to zagada – chłopak wyszczerzył zęby w uśmiechu – Tak, troszkę chcieliśmy cię podenerwować

- Osz ty! – uderzyłam go w ramię i zaczęliśmy się śmiać. Gdy piosenka dobiegła końca, brat pocałował mnie w policzek. Odwróciłam się na pięcie i zauważyłam że Harry podniósł się z krzesła ruszając w moją stronę, jednak uprzedził go mój tata, który zmaterializował  się przy moim boku nie wiadomo kiedy.

- Mogę ?- spytał mój rodziciel wyciągając dłoń w moją stronę, gdy ją mu podałam ku mojemu zdziwieniu nie zaczął tańczyć ze mną żywiołowego twista, tylko wyprowadził mnie na dwór i zasiadł ze mną na ławce, dokładnie tej samej, na której wczoraj mnie znalazł.

- Widzę, że z Harrym wszystko się wyjaśniło i jest już w porządku?

- Taa…- zaczęłam niepewnie marszcząc brwi – To aż tak widać? – spytałam

- Kochanie ja cie po prostu znam – powiedział uśmiechając się do mnie ciepło

- Tato… – wypuściłam powietrze przez usta  - Ja jestem po prosu…

- Szczęśliwa? – dokończył za mnie

- Niewyobrażalnie szczęśliwa – zgodziłam się z nim

- Pamiętaj – zaczął tata – Gdyby nie wiadomo co się stało… to wszystko…chodzi właśnie o to, o to żebyś była szczęśliwa, żebyś kochała i była kochana – pocałował mnie czule w czoło. Najwspanialsze jest to, że tak właśnie jest.

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Wiem, że miało być szybciej, ale wieczorami, gdy juz chciałam dodać, mój kochany brat zajmował kompa, więc niestety.

jutro na 100% coś się pojawi, bo przyjeżdżają do mnie te 4 dałny i będzie impreza ;p

Aha, propo jednego z postów piggy:

Jeśli chodzi o koncert chłopców w Polsce ( mam nadzieję że będzie!)

Dzięki Marcie ( która zmasakrowała mi mózg) chciałam się z wami podzielić pewnym filmikiem, który mi pokazała

<klik> Wyobrażacie sobie, że tą dziewczyną na którą Harry cały czas patrzy i o której mówi ochroniarzowi jesteście WY?!

Nooo tylko czekać na koncert u nas Hazza nie będzie wiedział którą wybrać ;p

Agatka♥

 

Rozdział 54

  • Napisane 19 lipca 2012 o 21:53

Obudziłam się czując promienie słońca na swojej twarzy, jednak nie otwarłam oczu tylko mocniej wtuliłam się w poduszkę… Zaraz coś jest nie tak… Dlaczego ona podnosi się i opada, a no swoich włosach czuje szmer czyjegoś oddechu. Czy to wszystko…? Nieeee! Niemożliwe! A jednak? Musiałam otworzyć oczy, aby sprawdzić czy pozostałe zmysły się mylą i tylko wydaje mi się że śpię na czyjejś klatce piersiowej. Powoli otwarłam jedno a następnie drugie oko. Mój cały widok przysłaniał obraz szyi i żuchwy pokrytej lekkim zarostem. Podniosłam się delikatnie, aby nie obudzić śpiącego chłopaka i usiadłam po turecku na miękkim materacu. Czyli to wszystko… To nie był sen?! Nie mógł być, bo przede mną leży niejaki Harry Styles jak go Pan Bóg stworzył, przykryty jedynie cienkim prześcieradłem. Nadal patrzę na Hazzę z niedowierzaniem. To wszystko wydaje się takie piękne… zbyt piękne aby było prawdziwe. Po raz kolejny wystawiam swoje zmysły na próbę i wyciągam drżącą rękę przed siebie, a następnie kładę ją na piersi Harrego, po moim ciele rozeszło się przyjemne ciepło i przyjemny dreszczyk spowodowany kontaktem z jego skórą. Leciutko oderwałam dłoń od jego klatki i przeniosłam ją na twarz, aby delikatnie pogładzić go po policzku. Chłopak uśmiechnął się przez sen. To takie  niesamowite. Wczorajszy dzień, to wszystko… Po prostu nadal nie jestem w stanie tego ogarnąć, nie mogę uwierzyć, że on czuł do mnie to samo przez ten cały czas. To takie dziwne… gdyby wczoraj Harry nie odważył by się, aby wyznać mi co czuje, ja nadal kochała bym się w nim po kryjomu, a on robił by dokładnie to samo… Chyba czasami warto zaryzykować, warto powiedzieć, że ci zależy. Oczywiście istnieje ogromne ryzyko  że zostaniesz odrzucony, ale nikły procent który mówi o tym, że może jednak –  daje nadzieję. Uśmiechnęłam się pod nosem. I kto by pomyślał? Że ja? Z nim? Ciekawa jestem jak na to zareagują chłopcy.. i w ogóle wszyscy. Chociaż, może to wczoraj… może Harry nie traktuje tego poważnie? Ja….ja… sama nie wiem. W środku jestem tak nie wyobrażalnie szczęśliwa, że mam ochotę skakać po całym mieszkaniu i drzeć się w niebogłosy, ale gdzieś tam głęboko, w zakamarkach mojej podświadomości odzywa się głos zwątpienia. Jeszcze raz zerknęłam na Hazzę i uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. Czy on musi tak słodko wyglądać podczas snu? Zupełnie jak malutki bobas… Nie zdążyłam się powstrzymać, aby po raz kolejny nie dotknąć jego twarzy i nie sprawdzić czy to wszystko dzieje się naprawdę. Zadowolona podniosłam się z łóżka możliwie jak najciszej, wzrokiem zlustrowałam pomieszczenie w poszukiwaniu mojej bielizny, no tak nie tylko Harry spał „na waleta”. Znalazła swój stanik koło jednej z nóg łóżka, a majtki na stoliku nocnym. No no no… niezły mieliśmy wczoraj „rozrzut”. Założywszy bieliznę ukradkiem wymykam się z pokoju oglądając się za siebie by jeszcze raz popatrzeć na śpiącego jak suseł loczka. Udałam się do kuchni – jedynego całkowicie wykończonego pomieszczenia w całym mieszkaniu. Nalałam do czajnika wody, a następnie go nastawiłam. Otwarłam wszystkie szafki i zaczęłam szukać jakiś kubków kawy i herbaty. Na całe szczęście moja siostra przewidziała taką sytuację i zaopatrzyła nas w kilka herbat ziołowych i owocowych, moją ulubioną Earl Gray, dwie kawy, nawet kakao! Och ona to ma mózg. Zajrzałam jeszcze do lodówki – stały tam trzy dwulitrowe wody mineralne – zbawienie! Jajka, ser, mleko, jakaś szynka, sałata, ketchup i ….szampan? Wzięłam do ręki butelkę o charakterystycznym zielonym kolorze, na etykietce była przyklejona żółta karteczka ( na której moja mama zazwyczaj zapisuje rzeczy o których boi się że zapomni)Na niej widniał napis:

„ Cóż wiem, że mnie kochasz za to kakao, ja  ciebie też. Tutaj taki mały prezencik bo chyba macie co oblewać.

PS Prześcieradła są na górnej półce w szafie w korytarzu

Buziaki – Ala”

Ta to ma dobrze porąbane w głowie, chociaż z drugiej strony skąd ona mogła wiedzieć że coś takiego się wydarzy? No dobra o tym że kocham Harrego wiedziała, ale fakt, że w jej mieszkaniu może zdarzyć się coś takiego? Dobra, chyba nie powinnam i nie chcę o tym rozmyślać.  Lodówka zaczęła wydawać skrzekliwy dźwięk informując o tym że jest otwarta od ponad 4 minut. Zamknęłam ją szybko, aby hałas nie obudził Hazzy. Spojrzałam na trzymany w moich dłoniach trunek, otworzyć czy nie otworzyć? Oto jest pytanie! Chyba zaczekam z tą decyzją na Harolda. Odłożyłam alkohol na jego wcześniejsze miejsce, a w zamian wyjęłam z lodówki mleko i zrobiłam sobie ciepłe kakao. Zrobiło mi się trochę chłodno i przeszłam się po mieszkaniu w poszukiwaniu jakiegoś koca lub czegoś czym mogła bym się okryć. W korytarzu zastałam walizkę Harrego i moją, no tak przecież dzisiaj idziemy na poprawiny i przynieśli nam tu ubrania. Tylko dlaczego wczoraj nie zauważyłam tych dwóch gigantów stojących pod ścianą? Cóż… najwidoczniej moją głowę zaprzątały całkiem inne myśli.  Obok ogromnej walizki Hazzy znajdowała się również jego mała torba służąca jako bagaż podręczny, z niej wystawał kawałek dosyć grubego fioletowego materiału. Bez namysłu wyciągnęłam ubranie z torby – okazało się że to moja ukochana bluza z napisem „Jack  Wills”. Ubrałam ją z wielkim uśmiechem na ustach, a następnie wróciłam do kuchni i usiadłam na blacie, podciągając do góry nogi i siorbiąc kakao. W takiej pozycji zastawała mnie mama w letnie wieczory lub zimowe poranki. Moja rodzina przyzwyczaiła się już, że robię to zawsze wtedy gdy jestem bezgranicznie szczęśliwa lub gdy nad czymś rozmyślam. Z racji faktu, że częściej zdarzało mi się robić to drugie, po prostu omijali mnie w milczeniu nie zwracając na mnie uwagi. Teraz patrzyłam w dal niewidocznym wzrokiem uśmiechając się od ucha do ucha. Dzisiaj połączyłam dwie możliwości – byłam bardzo szczęśliwa rozmyślając o wczorajszej nocy

- Witaj piękna – z transu wyrwał mnie głos Harrego, spojrzałam na niego – ubrany w bokserki przyglądał mi się z szelmowskim uśmiechem.

- Witaj piękniejszy – przywitałam go najładniejszym uśmiechem na jaki było mnie stać. Chłopak podszedł do mnie w milczeniu i objął mnie w pasie, aby następnie spojrzeć mi w oczy i odgarnąć niesforny kosmyk który opadł mi na czoło.

- Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi – powiedział nie odrywając ode mnie wzroku

- Niestety masz złe informacje – droczyłam się z nim – Ja jestem szczęśliwsza! – loczek uśmiechnął się i pocałował mnie w usta. Gdy tylko nasze wargi się zetknęły znowu poczuła tak jakby malutki elektryczny wstrząs który rozszedł się po moim ciele od czubków palców do samej głowy powodując gęsią skórkę, a w moim brzuchu motyle urządziły sobie niezłą imprezę. Odstawiłam kubek na blat, by przez przypadek nie rozlać znajdującego się w nim płynu. Całowanie z Harrym było czymś wyjątkowym, czymś czego w ogóle nie znałam, mimo tego że byłam w związku ponad dwa lata. Włożyłam palce w jego lokowaną czuprynę i przyciągnęłam go jeszcze bliżej siebie. Chłopak mocniej chwycił moje plecy dotykając również pośladków, a moje nogi samoistnie owinęły się w ogół jego ciała. Harold  w pewnym momencie podniósł mnie i nie przestając czule całować zaniósł do sypialni, aby chwile później delikatnie położyć mnie na łóżku. Całował mnie po ustach, policzkach żuchwie i na końcu szyi – która była zdecydowanie moim ulubionym miejscem. Jego ręce zaczęły zjeżdżać w dół, aż natrafił na rąbek bluzy. Usiedliśmy, aby wygodniej było ściągnąć ze mnie ubranie, bez którego i tak było mi gorąco.

- Fajna bluza – mruknął Harry

- Jej właściciel fajniejszy – powiedziałam i pocałowałam Hazzę. Teraz to ja leżałam na nim i z czułością oddawałam pocałunki, gdy tylko zrobiłam to na szyi i obojczykach chłopak wydał cichy jęk rozkoszy

- Boże jestem w niebie! – szeptał gdy tylko moje usta zbliżył się do jego ciała. Nie mam pojęcia co dalej by się zdarzyło gdyby w tym momencie nie zadzwonił mój telefon. Szybko wstałam z łóżka i pognałam do korytarza, gdzie wczoraj zostawiłam moją torebkę

- Halo? –wysapałam do telefonu

- To aż tak dobrze?! – rozpoznałam głos mojej siostry, poczułam że ktoś oplata mi ręce w ogół brzucha przytulając się do moich pleców. Z ukosa spojrzałam na Harrego który z zamkniętymi oczami muskał ustami moją łopatkę i ramię skutecznie mnie dekoncentrując.

- Taaa… u nas w porządku – odpowiedziałam nie bardzo pamiętając o co ona w ogóle mnie pytała. Harry spojrzał na mnie zdziwiony, nie rozumiejąc ani słowa, w końcu rozmawiałam z Alicją po polsku, ja tylko przewróciłam oczami.

- No dobra, dzwonię tylko żeby przypomnieć że za 2 godziny rozpoczynają się poprawiny i fajnie by było jakbyście się nie spóźnili, no chyba że chcesz, aby mama nabrała podejrzeń

- Taaa…. U nas w porządku – powiedziałam nie słuchając jej

- Już to mówiłaś, Kaśka ty tam w ogóle jesteś? – Ala podniosła głos

- Co? – zapytałam zdezorientowana

- Za dwie godziny na sali ! Zrozumiano?! – moja siostra niemal krzyczała

- Ta, spoko za dwie godziny rozumiem

- Odurzona miłością! – krzyknęła Ala na odchodnym i się rozłączyła.

- Co jest? – spytał Harry

- Za dwie godziny musimy stawić się na Sali – powiedziałam

- Dwie godziny? Przecież to kupa czasu.. w dwie godziny można zrobić tyle rzeczy – Harry zaczął zbliżać się do moich ust

- O nie nie kochany! – zakryłam mu dłonią buzię – Idę pod prysznic!

- Mogę z tobą? – spytał uśmiechając się pięknie i pokazując przy tym te swoje cudne dołeczki

- Obawiam się, że to może się źle skończyć – powiedziałam z uśmiechem dając mu całusa i wymykając się z jego objęć. Po półtorej godzinie oboje byliśmy już gotowi, ubrani, uczesani, wypachnieni i obrzydliwie szczęśliwi. – To co idziemy? – spytałam siadając obok Harolda, który właśnie skończył pić swoją kawę

- Z tobą pójdę na koniec świata – odezwał się

- oj nie słodź już tak! – walnęłam go w pierś

- Powiem nawet więcej! Kocham cie tak bardzo, że pójdę z tobą na zakupy bez  listy! – oznajmił dumnie, zaczęłam się śmiać, bo wiem że to dla mężczyzn nie lada wyzwanie.

- Chodź Romeo! Zbieramy się – wstałam od stołu i wyciągnęłam do niego rękę. Chłopak chwycił ją lecz zamiast wstać pociągnął mnie do siebie i pocałował.

- Teraz mogę iść – oznajmił wstając i ciągnąc mnie w stronę drzwi

- Wariat! – pokręciłam głową. Czy ja naprawdę muszę go tak mocno kochać? Przecież ja nie jestem w stanie myśleć! Jednak jak widać nie tylko ja mam ten problem.

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

I w końcu jest!

Przepraszam, że tak późno i dziękuję za wyrozumiałość!

Następny w sobotę!

Kocham i całuję

Agatka♥

Przepraszam

  • Napisane 18 lipca 2012 o 18:21

Hej dziewczyny. Niestety nie udalo mi się dzisiaj napisać rozdziału i myślę, że nie uda bo w głowie mam zupełną pustkę. Wiem, że możecie być wkurzone i zirytowane, bo przecież wczoraj obiecałam, że coś sie pojawi, a dzisiaj odwalam coś takiego. Mimo wszystko mam nadzieję, że zrozumiecie. Jutro przyjeżdża do mnie Marta i myślę, że ona nie da mi zasnąć dopóki na stronie nie pojawi się nowy rozdział więc nie macie się co martwić. Jeszcze raz bardzo bardzo przepraszam, ale naprawdę czuję się  dzisiaj jak jakiś flak. ( flak…? Caroline..? bleeee!! o fu!!! Harry jak ty mogłeś tego dotkną?!?! to tak na marginesie ; D) Błagam o wyrozumiałość i naprawdę przepraszam. Bardzo mi na was zależy! i to nie jest tak że was zlewam. Naprawdę.

Przepraszam, Agatka

Halo!!

  • Napisane 17 lipca 2012 o 19:42

Cześć kochane!

Taki mały wpisik, aby podziękować wam za cudowne słowa!

Marta i Domi – w dwia dałny! Ale naprawdę dziękuję, to była cudowna niespodzianka.

Czy w Bieszczadach wypoczęłam? Cóż prawda jest taka że w ogóle nie myślałam o naszych cudownych chłopcach z 1D, bo w głowie miałam tylko jednego i śmiem stwierdzić że ma bardziej zajebiście niebieskie oczy niż nasz kochany Niall ( wybacz Niall, ale w jego oczy mogła bym patrzeć godzinami! Dziewczyny tylko mnie nie bijcie!)

Taka mała informacja, niestety nie udało mi się jeszcze napisać rozdziału, ale obiecuję że jutro się pojawi! Więć zapraszam i jeszcze raz dziękuję!

JESTEŚCIE CUDOWNE! Nigdy nie sądziłam, że ten blog odniesie tak ( przynajmniej według mnie) duży sukces i ktoś będzie chciał to czytać.

Tak więc dziękuję!

Agatka

UWAGAAAAAAAAAAAAAA!!

  • Napisane 14 lipca 2012 o 20:24

Laski, tu Marta i Dominika. Agata właśnie się kisi w pociągu i z (nie)chęcią do nas wraca! Tak więc tego, wymyśliłyśmy sobie, żeby zrobić Jej surprise (niespodzianka) w postaci dużej ilości komentarzy, więc nie bójcie się podszywać pod innych i dodawać po pare komentarzy XD to Ją z pewnością zmotywuje do napisania pięknych rozdziałów, na które wszystkie czekamy z niecierpliwością:) AMEN do roboty!

Rozdział 53

  • Napisane 30 czerwca 2012 o 13:18

Patrzyłam z niedowierzaniem na Harrego, na mojego przyjaciela, chłopaka do którego czuję coś od dawna, ale boję się mu tego
wyjawić. Niby nic się nie zmieniło, Hazza nadal spoglądał  na mnie pięknymi zielonymi oczami, lekko się uśmiechał ukazując przy tym zarys dołeczków, które tak dobrze znam, jego
brązowa czupryna nieco oklapła pod wpływem padającego deszczu, dobrze skrojona
marynarka nadal leżała idealnie mimo, że przechodził w niej prawie cały dzień,
muszka była rozwiązana, a w koszuli odpięte dwa górne guziki – wyglądał tak
samo jak 5 minut wcześniej, ale mimo to patrzyłam na niego jakbym widziała go
po raz pierwszy w życiu.

- Kate? – odezwał się chłopak, ponieważ ja nadal nie
zareagowałam na jego słowa – Kasia – Tak pięknie wymawiał moje imię w moim ojczystym
języku – Kasia ja wiem, że te słowa…. Wiem że prawdopodobnie wcale nie czujesz
tego co ja i że teraz pewnie nie chcesz mnie znać .. – loczek przetarł ręką
kark i spojrzał na mnie w oczekiwaniu zaciskając usta w cienką linię. Ja nadal
miałam sparaliżowane struny głosowe i mimo chęci nie mogłam wydobyć z siebie
żadnego dźwięku. Harry opatrznie zrozumiał mój brak reakcji ponieważ zsadził
mnie ze swoich kolan i usiadł obok na ławce. -
Zapewne teraz powiedzenie „ zostańmy przyjaciółmi „ nie wchodzi w grę?
Chociaż z drugiej strony nie chciał bym tego, ponieważ przy tobie… – spojrzał
na moją buzię nie okazującą żadnych emocji – Przy tobie nie wiem jak się
zachować, ponieważ tak bardzo chciał bym byśmy byli czymś więcej niż
przyjaciółmi…Ale to zrozumiałe że nie czujesz tego co ja. W końcu jesteś
naprawdę świetną dziewczyną i z resztą…. – chłopak wypuścił powietrze przez
usta – Co ty byś mogła we mnie wiedzieć? – ja nadal się nie odzywałam nie mogąc
ogarnąć tego wszystkiego – Wiesz co… – loczek wstał z ławki i stanął
naprzeciwko mnie – Wiem, że zapewne już się
do mnie nigdy nie odezwiesz ale cieszę się że to powiedziałem – zrobił
króciutką przerwę i spojrzał na mnie – To może ja poszukam sobie jakiegoś
noclegu i jutro odbiorę rzeczy. Obiecuję, że mnie nie zobaczysz. – powiedział i
zaczął się oddalać

- Harry.. – wyszeptałam i przełknęłam ślinę, nawet nie wiem
kiedy w moim gardle pojawiła się taka suchota. – Harry – powiedziałam już
normalnym głosem, jednak chłopak mnie nie słyszał – Harry! – wydarłam się podrywając
z ławki, loczek zatrzymał się i spojrzał na mnie uważnie, cały czas z nieba
spadały wodniste krople, lecz nam to w ogóle nie przeszkadzało – Harry ja… -
zawahałam się na chwilkę – Ja też cię kocham – Hazza patrzył na mnie w
zdumieniu, ale zaraz potem jego twarz rozjaśnił ogromny uśmiech, chłopak
podszedł do mnie i chwyci mnie za rękę

- Kate ja…

- Nie! – przerwałam mu – Ja… Ja wiem że to głupie i
bezsensowne ale ja kocham cię od dawna…

- To tak jak ja..

- Czekaj! – ponownie mu przerwałam -  Tylko, że ja cię kocham całą sobą, każdy twój
gest, ruch – czule dotknęłam jednego z jego loczków – Cały ty… Jesteś dla mnie
idealny

- Kate – chłopak chciał coś wtrącić jednak ja nadal nie
przerywałam

- Tylko widzisz ty jesteś Harry Styles z One Direction, w
twoim życiu pojawi się dużo ładniejszych, mądrzejszych, i wspanialszych kobiet
niż ja, za kilka lat będziesz kochał inną kobietę ,  a ja będę tylko jedną z twoich byłych… Zrozum…
po prostu nie chciała bym mieć złamanego serca po raz kolejny – zakończyłam
swój wywód i odsunęłam się od loczka.

- Z tymi kobietami to masz rację – chłopak się zamyślił –
Myślę, że w przyszłości pokocham jakąś równie mocno, a może nawet mocniej od
ciebie –trochę zbił mnie z tropu ta wypowiedzią, przecież przed chwilą mówił mi
że mnie kocha, a teraz przyznaje mi rację że pokocha kogoś bardziej. Pokiwałam
głową w zrozumieniu odwróciłam się na pięcie i już miałam zrobić krok, ale
powstrzymała mnie dłoń Hazzy która złapała moją rękę – Masz rację, pokocham
inną kobietę, będzie piękna, silna i wspaniała i będzie mówiła do ciebie
mamusiu. – z racji że nadal stałam do niego plecami nie mógł zobaczyć ogromnego
uśmiechu który pojawił się na moich ustach wraz z usłyszeniem tych słów.   To już i wystarczyło, chłopak nie tylko
zdeklarował się że mnie kocha, ale jednocześnie powiedział mi że chce mieć ze
mną dzieci. Wiedziałam, że to ten moment, ta chwilą na którą tak bardzo
czekałam. Odwróciłam się i  pocałowałam
chłopaka w samiutkie usta, na początku nasz pocałunek był bardzo delikatny, a
jedna z moich nóg powędrowała do góry, zupełnie jak w starych filmach, później
jednak nasze czułości stały się bardziej namiętne, chciałam aby Harry był
wszędzie, aby wypełnił mój cały świat. Zupełnie zapomniałam o Patryku, który
zapewne nadal leżał skulony trzymając się za bolące kroczę. Istniał tylko on –
Harry. Całowanie z nim było czymś niezwykłym, wręcz magicznym. Chłopak wodził
palcami po moich plecach, aby chwilę poóźniej przyciągnąć mnie do siebie. Nie
mam pojęcia ile czasu tam staliśmy, ale w pewnym moemencie zaczęłam drżeć z
zimna, no tak przecież cały czas padało. Hazza to zauważył i odsunął się ode
mnie, aby chcwilę potem uśmiechnąć się do mnie szeroko.

- Harry ale czy ty tak naprawdę? Czy to tylko sen  - spytałam

- Pytasz czy ja naprawdę? Kobieto zawróciłaś mi w głowie od
pierwszego spotkania, twoje oczy…  byłem
na ciebie wściekly za to że jesteś naszą „psychofanką” ale jednocześnie zły na
siebie że tak bardzo mi się podobasz, później gdy okazało się że jesteś tą Kate…
to było dla mnie za dużo, jednak gdy zacząłem cie bardziej poznwać okazało się że
jesteś nie tylko piękna ale również mądra i cudowna  - chłopak przyłożył swoją dloń do mojego
policzka – Więc ja się pytam jak ja miał bym cię nie kochać? Zawróciłaś mi w
głowie, a najgorsze jest to że ja wcale nie chcę aby to się zmieniło.

- Harry ja… ja też… o matko to takie dziwne, tyle razy
chciałam powiedzieć ci co czuję ale bałam się że mnie wyśmiejesz, że to
zrujnuje naszą przyjaźń, więc dlatego postanowiłam kryć się z tym wszystkim

- to zupełnie jak ja – chłopak uśmiechnął się cudownie – I widzisz
teraz stoimy tu w deszczu i wyznajemy sobie miłość, czy ktoś mógłby wymyśleć
bardziej romantyczną scenerię?

- Oczywiście, że nie! – odpowiedziałam i pocałowałam go po
raz kolejny. Chłopak czując że jest mi zimną złapał mnie jedną ręką za talię, a
drugą złapał nogi  tak że w ciągu trzech
sekun znajdowałam się w powietrzu – Harry ty idioto! Postaw mnie! – krzyczałam

- Najpierw kochanie a teraz idiotio! No ładnie ladnie…  To którędy do domu twojej siostry?

- Prosto, a potem skręcimy w prawo – Harry niósł mnie na
rękach w domu siostry co chwila skaładając pocałunek na moim cele, a to w
czoło, a to w szyję ( nie powiem, że w tym miejscu podobalo mi się najbardziej)
a to w nos czy usta. Gdy po 15 minutach dotarliśmy pod drzwi mieszkania Alicji
Hazza ani myślał by postawić mnie na ziemi, wygramoliłam więc klucze z torebki
i otworzyłam drzwi. Harry wszedł do środka i dopiero wtedy postawił mnie na
ziemi. Staneliśmy do siebie twarzami

- No więc.. –zaczął Hazza

- No więc.. – powtórzyłam

- Dobranoc – powiedział chłopak i pocałował mnie w nos,
ale  się nie oddalił, zagryzłam wargę i
spoglądałam to na jego oczy to na usta. Po minucie ciszy i przyglądaniu się
swoim ciałom nasze oczy się spotkaly. Bez żadnych słów rzuciliśmy sięsobie w
ramiona i zaczęliśmy namiętnie, a może nawet brutalnie calować. Nie wiem kiedy
moje ręce zaczęły odpinać guziki jego koszuli, a on bawił się zamkiem u mojej
sukienki. Harry oparł mnie o ścianę, aby swobodnie ściągnąć koszulę i potem
zaczął ściągnąć moje pończochy, robil to niezwykle delikatnie i powoli jakby chciał
nacieszyć się tą chwilą. Sekunde potem nasze usta znowu złączyły się ze sobą a
języki toczyły zaciętą walkę, a ja dobrałam się do klamry paska u jego spodni.
Chodziliśmy po całym domu zrzucając części garderoby, gdy byliśmy już w samej
bieliźnie Harold otworzyl drzwi które stanęły nam na drodze i nzaleźliśmy się w
pomieszczeniu, które było sypialnią Krzysia i Ali, z racji że dom nie był
wykończony na środku stało tylko i wyłącznie ogromne łóżko. Popatrzyłam na
Harrego który trzymał mnie za rękę i spoglądał w tym samym kierunku w końcu
przeniósł wzrok z mebla na mnie

- Kasiu… Jesteś tego pewna?

- Jestem, ale najpierw muszę zadać ci pewne pytanie

- Słucham – chłopak skupił się na mojej twarzy byle tylko
nie patrzeć na najwyraźniej bardzo go rozpraszające moje ciało

- Gdybyś miał wyjechać na bezludną wyspę i mógł wziąć ze sobą
tylko jedną rzecz lub jedną osobę, co by to było? Pamiętaj że w zależności od
tego co weźmiesz zależy czy przeżyjesz lub nie

- Wziął bym ciebie – odpowiedział od razu Harry

- Ale dlaczego?

- Bo wtedy miał bym ze sobą wszystko – taka odpowiedz mi
wystarczyła. Wtedy po raz pierwszy uprawiałam sex z miłości i tylko i wyłącznie
z niej.

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Hej kochane!

Piggy cieszę się że żyjesz! Dir pracuj ładnie i wchodź
czasami na nasze blogi ;p

Teraz jeszcze jedna sprawa, wyjeżdżam na 2 tygodnie w
Bieszczady a pociąg mam za 2 h więc nie wiem co ja tu robię.

Kocham was do zobaczenia 15 lipca!

Agatka ♥

 


Rozdział 52

  • Napisane 28 czerwca 2012 o 18:59

Przede mną stała moja zmora, koszmar senny, osoba, którąwolała bym nigdy nie spotkać.

- Patryk… – wyszeptałam rozchylając wargi

- Oczywiście, że to ja kochanie – powiedział chwiejąc sięlekko, z jego ust wydobywał się śmierdzący odór, podszedł krok do przodu, także teraz nasze ciała stykały się ze sobą na wysokości klatki piersiowej. – No co jest skarbie? – spytał chuchając mi prosto w twarz – Dlaczego tak się we mnie wpatrujesz? – nie potrafiłam odpowiedzieć na to pytanie, nie potrafiłam ruszyćręką aby go odepchnąć, czy uderzyć go w twarz. Stałam jak sparaliżowana, bojąc się co zaraz się stanie. – Kasiu… Kasiu… – zaczął szeptać mi do ucha pijany Patryk, jego dłoń zaczęła oplatać moją szyję, ja jednak nadal stałam nie zdolna do niczego. – Kasieńko… – Były chłopak nie przestawał mówić do mnie czułych słówek – Kasiu… – wyszeptał i pocałował mnie w szyję, w tym momencie całe moje ciało pokryła gęsia skórka, ale niw wywołana zimnem, czy podnieceniem. Wywołana strachem – Och… wiedziałem, że nadal tak na mnie reagujesz – zakpił dumnie chłopak i powrócił do ślinienia mojej szyi. – Powiedz no… – zaprzestał chłopak i odsunąsię na 10 centymetrów, tak że teraz swobodnie mógł zobaczyć całą moją twarz- Jaki on jest ? Ten twój Harry – Patryk wywrócił oczami – Pewnie ma małego? Na pewno ma! – powiedział i przyjrzał mi sięjeszcze raz lustrując z góry na dół. – Ładną masz sukienkę… – jego obślizgła łapa zaczęła zjeżdżać w dół, po drodze macając moje piersi, aby wedrzeć się pod sukienkę i dotknąć mojego nagiego uda.- O tak! – Patryk był w euforii, wciąż przesuwał zimną ręką po mojej nodze.. w górę i w dół…w górę i w dół… – No powiedz tęskniłaś prawda? – spytał – Na pewno tęskniłąś…. Ta dziewczyna z którąprzyszedłem… no dobra daje mi dupy, ale ona nie jest taka jak ty… Jest kompletną idiotką, nie ma w niej tej inteligencji, która tak mnie pociągała… -zaprzestał by złożyć pocałunek na moich ustach, ja nadal stałam niczym głąz, nie zdolna do jakiego kolwiek ruchu. – Tak bardzo chciał bym się z tobą kochać,też tego chcesz prawda? Widzę to.. – wyszeptał mi do ucha, nie mam pojęcia czy to przez te słowa, czy sytuację, czy może przez to że przypomniałam sobie o pewniej osobie, którą kocham, w każdym bądź razie strach przed pijanym ex wyparował w powietrzu, a zastąpiła go niewyobrażalnie duża siła

- Masz rację – odezwałam się zagryzając wargi, chłopak zmieszał się, najwyraźniej przyzwyczaił się do swojego monologu.

- Naprawdę ? – pijany idiota był pełen nadziei

- No jasne – odparłam zachęcająco, strącając jedno ramiączko. Chciałam przejąć inicjatywę i sprawić że ten dureń poczuł by sięnajbezpieczniej, jak nigdy dotąd

- Teraz? – odparł z szeroko otwartymi oczami, pełnymi podniecenia

- Oczywiście.. – powiedziałam rozpinając mu koszulę i kładąc ręce na nagiej klatce piersiowej, chłopak wydal cichy jęk rozkoszy. – A może najpierw wolał byś? – wskazałam na jego kroczę

- Gumka ? -spytał

- No co ty głuptasku.. – powiedziałam z szerokim sztucznym uśmiechem. – Chciał byś żebym zrobiła ci… – szepnęłam mu do ucha. Chłopak wytrzeszczył oczy, ale zaraz później przybrał jak najbardziej nonszalancki wyraz twarz, idiota.

- No pewni mała – odpowiedział rozpinając spodnie i zaczynając robić to samo z bielizną

- Nie! – przerwałam mu zanim zaczął ściągać bokserki

- Nie ?- spytał zdezorientowany kretyn

- Ja to zrobię – powiedziałam zagryzając wargę i oblizując usta, chciałam aby było jak najbardziej wiarygodnie, chłopak zadowolony odchyliłgłowę do tyłu i założył za nią ręce. To ten moment, on jest kompletnie nieświadomy i nie spodziewa się niczego. Wstałam z pozycji kucanej, którą niestety musiałam przybrać, aby ten frajer się nabrał.Złapałam go za ramiona i kopnęłam z kolanka w krocze, używając do tego całej siły jaką posiadałam

- TY ZASRANY SKURWISYNU! – darłam się uderzając go po raz kolejny w czułe miejsce, chłopak skulił się, jednak ja nie przestawałam - NIENAWIDZĘ CIĘ PIEPRZONA KANALIO! OBYŚ SPŁONĄŁ W PIEKLE! MAM NADZIEJĘ ŻE NIE BĘDZIESZ MIAŁ DZIECI, TY ZŁAMASIE ! –krzyczałam dopóki nie opadłam z sił, a chłopak przede mną nie był w stanie się podnieść, na koniec splunęłam mu w twarz. Nie wiem dlaczego to zrobiłam, chyba chciałam odpłacić mu się za tą całąkrzywdę którą mi wyrządził. Nie wiadomo dlaczego gdy tylko odsunęłam się od niego kilka kroków, poczułam się niewyobrażalnie zmęczona, a do mich oczu napłynęłyłzy. Usiadłam na tam gdzie stałam zdjęłam buty i zaczęłam płakać. Czułam sięjak kompletne zero, mimo tego że odpłaciłam Patrykowi za to wszystko co mi zrobił, czułam się winna, może nie powinnam tego robić? Wytarłam nos w chusteczkę, którą wygramoliłam z torebki.

- Kate? - spytał głos za mną, odwróciłam głowę i spojrzałam mokrymi od łez oczami na stojącą naprzeciwko mnie postać Harrego. Chłopak nic nie mówiąc podszedł do mnie i wziął mnie na ręce, aby zanieść mnie na ławkę znajdującą się w pobliskim parku – czyli musiałprzejść ze mną dobre 500 metrów. Usiadł na białą ławkę, która znajdowała się w cieniu latarni, posadził mnie sobie na kolanach, a następnie mocno przytulił –Ciiii.. – szeptał mi do ucha słysząc że znowu się rozpłakałam mocząc przy tym jego marynarkę. – Nie widziałem nigdy w życiu dzielniejszej osoby, i uwierz mi na słowo, nie będzie w stanie się poruszać przez następne parę godzin, bolało nie miłosiernie. – chłopak parsknął śmiechem, i po raz kolejny przygarnął mnie czule do siebie.

- Harry ja nie powinnam tego robić… nie powinnam był wyrządzaćmu takiej krzywdy – zaczęły targać mna wyrzuty sumienia.

- Żartujesz prawda? – spytał Hazza, ja w odpowiedzi pokręciłam przecząco głową . Chłopak przypatrywał mi się zdumiony, z racji że przestałam wytarłam swoje oczy czystą chusteczką. Wiem że to niewiarygodne ale w tej chwili dziękowałam Bogu za to że mam wodoodporny tusz do rzęs. Spojrzałam na Harolda, który nadal nie odrywał ode mnie wzroku.

- Powinnam go przeprosić? – spytałam próbując odgadnąć jego myśli, chłopak przecząco pokręcił lokowaną czupryną

- Niemożliwe… -wyszeptał po cichutku

- Słucham..? – nie byłam do końca pewna czy dobrze usłyszałam

- Niemożliwe… - powtórzyłchłopak, równie cicho jak za pierwszym razem. Wpatrywałam się w niego zdziwiona, a on powtarzał to słowo.

- Harry co jest niemożliwe? – spytałam

- Niemożliwe jest to jakim ja jestem kompletnym idiotom

- Co?- tą odpowiedzią zupełnie zbił mnie z tropu, nie miałam pojęcia co o tym myśleć

- Jestem idiotom – powtórzył delikatnie się uśmiechając

- Harry? Nie jesteś idiotom! Niby dlaczego miał byś nim być?– spytałam nie mając pojęcia do czego dąży chłopak

- Bo zdecydowałem się na to dopiero teraz…

- Na co się zdecydowałeś ? – nadal nie miałam pojęcia o czym on w ogóle mówi

- Kate.. – spojrzał mi głęboko w oczy – Wiem, że to co teraz powiem, może wywrócić nasze życie do góry nogami… – Harry zagryzł nerwowo wargę– I wiem że to jest najnieodpowiedniejszy moment jaki kiedykolwiek mogłem wybrać, ale jak to mówi Lou jestem w tym mistrzem

- Lou? – zapytałam

- No tak, Lou chłopak Marty, chodzi codziennie ubrany w paski i zachowuje się jakby miał 13 lat.

- Wiem kto to jest, ale ja nadal…

- Kasiu – powiedział Harry – Ja…ja…- wstrzymałam oddech czekając na dalszą część zdania – Kocham cię – powiedział, a z nieba zacząłpadać drobny deszcz.

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Przepraszam że tak późno i taki krótki!

Dziękuję, że jesteście ze mną ;*

W ogole to jestem strasznie niezadowolona z tego rozdziału, no ale trudno…

Agatka

Informacja

  • Napisane 23 czerwca 2012 o 09:00

Hej Pięknoście

Słuchajcie miałam plan, aby dodać rozdziały wczoraj dziś i jutro, niestety mój organizm postanowił inaczej i aktualnie leżę w łóżku z 10 opakowaniami zużytych chusteczek, cieknącym nosem i głową, która jest rozsadzana od środka, więc gdybym nie wiadomo jak się strała na razie nie dam rady nic napisać, ponieważ nie mogę myśleć zbyt intensywnie, bo wtedy…. no same już wiecie. Bardzo mi przykro, mam nadzieję że was nie rozczarowuję, ale naprawdę nie mogę. Łudzę się, że wyzdrowieję przynajmniej do wtorku ponieważ mam wtedy w domu jak to mój kochany tatuś określił „zlot czarownic”, otóż przychodzi do mnie 15 dziewczyny i będziemy oglądać wszystkie części Harrego Pottera <3 ( jak ktoś chętny to zapraszam ;p ) Więc ( oby!) jeśli cudowne syropki i herbata z malinam i czosnkiem zadziałają dodam coś w poniedziałek lub środę.

Agatka

Rozdział 51

  • Napisane 18 czerwca 2012 o 21:50

Szybko podniosłam się z miejsca i zawołałam Hazzę.

- Co jest ? – spytał zdezorientowany widząc że wszyscy goście idą w stronę parkietu

- Teraz będą konkursy! – powiedziałam jak uradowana dziewczynka klaskając w dłonie.

- Konkursy ? -nadal nic nie rozumiał

- Nie gadaj tylko chodź! – poganiałam go machając ręką

- Idę idę – powiedział wstając i uśmiechając się w moją stronę, chwilę później staliśmy już pomiędzy innym gośćmi w oczekiwaniu na dalsze słowa wodzireja.

- Witam szanownych gości! Nadszedł czas, na który wszyscy czekali! – tłumaczyłam Harremu wszystkie słowa padające z ust prowadzącego – Myślę, że nikogo nie zdziwi moja obserwacja. Tylko spójrzcie na nich! – wskazał na Alicję i Krzysia – Czyż nie wyglądają pięknie? Ale wiecie co ? – ściszył głos – Chyba są już trochę zmęczeni… Dlatego drodzy państwo! Właśnie teraz wybierzemy drugą parę młodą, aby ci biedacy – znowu spojrzenie w kierunku bohaterów dzisiejszego dnia, właściwie to już wczorajszego – Mogli sobie odpocząć. Oczywiście jesteśmy dżentelmenami dlatego pierwsza zostanie wybrana nowa pani młoda! Na środek zapraszam wszystkie panny, wdowy, rozwódki i niezadowolone z małżeństwa! – moja mama pierwsza wyszła na środek co zaowocowało ogromnym śmiechem

- Marysia?! – zdziwił się mój tata i ułożył usta w podkówkę, mama przekrzywiła głowę na bok i przez chwilę mu sie przyglądała

- No dobra – powiedziała przewracając oczami i podchodząc do mojego taty, a następnie dając mu buziaka w czubek nosa

- Będzie rzucać bukietem ? – spytał mnie Harold

- Nie, w Polsce rzuca się welonem, zresztą sam zaraz zobaczysz – uśmiechnęłam się do niego

- To dlaczego jeszcze tu stoisz ? – spytał wypychając mnie na środek parkietu. Posłusznie ustawiłam się w dużym kółku, zaraz obok moich kuzynek.

- No dobrze, Alicję zapraszamy na środek, a jej mamę poproszę o pomoc przy ściąganiu welonu. – mama podeszła do Ali i zdjęła jej siatkowatą woalkę. – Dziękujemy pani bardzo, teraz żeby nie było tak łatwo poproszę pana młodego o zawiązanie na oczach małżonki przepaski – wodzirej podał czarną chustkę Krzysiowi, który od razu spełnił jego prośbę.

- Nie zwlekajmy dłużej, zaczynamy! – orkiestra zaczęła przygrywać jakąś wesołą melodyjkę, a ja wraz z innymi dziewczynami ruszyłam w prawą stronę. Po chwili wodzirej zarządził zmianę kierunku, Ala kołysała się w rytm melodii przekładając welon z ręki do ręki by niespodziewanie nim rzucić. Złapała go moja w pełni na to nie przygotowana kuzynka Baśka. Alicja szybko ściągnęła przepaskę aby dojrzeć kto tym razem zajmie miejsce pani młodej. Goście z mojej rodziny wybuchnęli śmiechem widząc kto złapał welon. No tak, Basia od czterech lat na wszystkich, dosłownie wszystkich weselach łapie welony. Dziewczyna spaliła buraka, ale nadal się uśmiechała. Alicja podeszła do niej i ucałowała ją w policzek a następnie pomogła jej zamontować biały materiał na czubku głowy.

- No dobrze panią już mamy, więc nie pozostaje nic innego jak wybrać dla niej partnera! – powiedział prowadzący, zdążyłam już dojść do Hazzy stojącego pomiędzy moim braćmi

- No dalej chłopaki – klepnęłam Michała w ramię – Na środek!

- Ale Kaśka… – Michaś kręcił nosem

- Michał to ślub twojej siostry, jazda do kółka – poganiałam go, chłopak zwiesił głowę na dół i spełnił moją prośbę - A ty co się tak szczerzysz? – spytałam Harolda – Ciebie też to nie ominie! – zakończyłam popychając go w stronę środka parkietu. Mężczyźni ustawili się w kanciastym kole, które nazwała bym raczej jajkiem, Krzysiu już stał po środku z zawiązanymi oczami i muszką w ręku. Orkiestra zaczęła przygrywać „stary niedźwiedź mocno śpi” a chłopcy z wolna ruszyli w lewą stronę. Pan młody rzucił muszką która trafiła do rąk jednego z jego kuzynów, przystojnego blondyna który aktualnie twarz miał koloru dojrzałych pomidorów.

- Gratulujemy nowej młodej parze! – powiedział wodzirej podchodząc do dwójki której twarze oblane były soczystym rumieńcem. – Proszę się tak nie wstydzić! Przedstawcie się nam!

- Basia! – powiedziała dziewczyna do mikrofonu

- Paweł – odpowiedział chłopak

- A więc Basia i Paweł! Aby przełamać lody poprosimy młodą parę o buziaka

- Gorzko! Gorzko! Gorzko! – zaczęli krzyczeć wszyscy goście, Paweł nieśmiało pocałował Basię w policzek

- Teraz zaśpiewajmy na cześć nowej pary 100 lat! – zarządził prowadzący, spełniliśmy jego prośbę doprowadzając przy tym „młodą” parę do jeszcze większych rumieńców. – No dobrze mamy nową parę młodą ale musi się nam ona do czegoś przydać! – Tak jak się spodziewałam Baśka i Paweł dostali dwie ogromne tace i zasiedli na krzesłach, a prowadzący ogłosił rozpoczęcie nowego konkursu, czyli „odbijanie” z parą młodą, oczywiście za opłatą! Masowo zaczęło się podbieganie do portfeli i rozmienianie pieniędzy na najdrobniejsze nominały, ponieważ jak wiadomo gdy wodzirej policzy do „10” osoba z którą akurat tańczył pan lub pani młoda dostaje butelkę wódki, więc było o co walczyć. Szybko wyjaśniłam Harremu o co chodzi w konkursie i oboje wzięliśmy w nim udział nawet parokrotnie, jednak nie wygraliśmy.

- Dziękujemy bardzo! Zwycięzcami są Ania i Mateusz! – szczęśliwcom zostały wręczone nagrody – A teraz zapraszamy na kolejny konkursy! Potrzebne nam jest do niego 10 par!

- Idziemy? – spytałam Hazzy gdy powiedziałam mu że w kolejnej zabawi udział mogą wziąć tylko pary.

- No jasne! – powiedział chłopak z wielkim bananem na twarzy, widocznie spodobało mu się polskie wesele! Spróbował by marudzić! Stanęliśmy po środku parkietu wraz z innymi parami.

- Proszę państwa będziemy grać teraz piosenkę i po każdej zwrotce będzie następować zadanie, gotowi?! – zapytał lider zespołu

- Taaaak! – odkrzyknęły wszystkie pary

- Zaczynamy! - chłopacy zaczęli śpiewać piosenkę „ jak się bawią ludzie”.

Jak się bawią ludzie wtedy kiedy pada deszcz? Jak się bawią ludzie gdy kochają się?!

- No właśnie! Wtedy kiedy pada deszcz mokną buty! Więc teraz panowie ściągają swoje buty i zakładają je swoim partnerką! – z tłumu było słychać odgłosy udawanego obrzydzenia, wszyscy porobili głupie miny, ale spełnili polecenie, Harry nadal się do mnie pięknie uśmiechał sprawiając że moje serducho biło w nie zdrowym tempie.

Jak się bawią ludzie wtedy kiedy pada deszcz? Jak się bawią ludzie gdy kochają się?!

- Pada deszcz a panowie w samych skarpetkach które już przemokły, moi państwo mężczyźni ściągają skarpetki

- Nieeeee! – krzyczały wszystkie kobiety biorące udział w konkursie

- Spokojnie spokojnie! Nie musicie ubierać tych skarpetek!

- To dobrze! – powiedział do mnie Harry gdy przetłumaczyłam mu co i jak – Chyba byś umarła! – zażartował.

Jak się bawią ludzie wtedy kiedy pada deszcz? Jak się bawią ludzie gdy kochają się?!

- Pada pada pada, a panom zmokły już koszule! Nie ma co! Ściągamy koszule i zakładamy swoim partnerkom! – rozkazał chłopak, wszyscy zaczęli się rozbierać, a ja zarumieniłam się widząc pięknie wyrzeźbioną klatkę piersiową Harolda, od strony z której stały moje kuzynki można było usłyszeć przeciągłe „ Ochhhhhh”. Hazza speszył się widząc jaką reakcję wywołało jego ciało, w prawdzie moi dwaj starsi kuzyni również nie prezentowali się źle, ale w porównaniu do Harrego… no cóż nie było o czym mówić.

Jak się bawią ludzie wtedy kiedy pada deszcz? Jak się bawią ludzie gdy kochają się?!

- Koszule zdjęte, buty zdjęte, skarpetki zdjęte a naszym panom zmokły spodnie – spojrzałam nerwowo na rozporek Harrego

- What? – spytał przestraszony

- Nie moje panie! Nie ściągamy spodni, podwijamy nogawki jak najwyżej się da! – odetchnęłam niemal że z ulgą.

Jak się bawią ludzie wtedy kiedy pada deszcz? Jak się bawią ludzie gdy kochają się?!

- No dobra wszystko pozdejmowane, tylko że nasze panie się zmęczyły! Panowie biorą je na barana i wygrywa ta para, która najdłużej wytrzyma! – wskoczyłam Haroldowi na barana, a orkiestra zaczęła przygrywać wesołe piosenki do których Harry ze mną na ramionach tańczył. Po chwili odpadły 3 pary, jednak my trzymaliśmy się twardo. Niedługo potem zaczęliśmy się przepychać z pozostałymi konkurentami, ale również musieliśmy uważać aby samemu nie wylądować na ziemi. Po pięciu piosenkach zostaliśmy tylko my i jeszcze jedna para.

- No proszę państwa to są definitywni zwycięzcy! Gratulujemy tym dwóm parom które wygrały! – ogłosi prowadzący. Zeskoczyłam z pleców obolałego Hazzy i oddałam mu koszulę, odebraliśmy nagrody i ucieszeni ruszyliśmy do stolika by tam w mojej torebce ukryć zasłużone zdobycze. Rozpoczął się jeszcze jeden konkurs tzw „ zamiana marynarek „ jednak nie braliśmy w nim udziału. Po oczepinach podano tort, który prezentował się znakomicie i w dodatku był przepyszny! Orkiestra znowu zaczęła przygrywać różne piosenki i prowadzona przez mojego brata spędziłam na parkiecie pół godziny, później gdy dopchałam się do Harrego którego oblegały moje kuzyneczki porwałam go do tańca, wspólnie wygłupialiśmy się i bawiliśmy, a ja z przyjemnością odnotowałam że po oczepinach ani razu nie widziałam Patryka. Najwyraźniej poszedł już do domu, i bardzo dobrze! Nim się zorientowaliśmy zegar wybił 3, a liczba gości z 300 skurczyła się do 100. Siedzieliśmy z Harrym przy stoliku głośno śmiejąc się i odpoczywając po wyczerpującym rock&rollu.

- Harry? – nagle przy nas zmaterializował się Krzysiu nasz pan młody

- Chris! – powiedział Hazza uśmiechając się do niego przyjaźnie

- Słuchaj mógł bym mieć do ciebie prośbę? - spytał mąż mojej siostry

- Oczywiście – odpowiedział Harold bez wahania

- Tylko czy mogli byśmy na osobności? – dopytywał Krzysiu, Harry był lekko zdziwiony ale się zgodził i w towarzystwie Krzysztofa udał się na dwór.

- O co chodzi? – spytała babci przysiadając się do mnie

- nie mam pojęcia, Krzysiu o coś prosił Harrego, ale był bardzo tajemniczy – powiedziałam wzruszając ramionami

- Dziwne.. – powiedziała zaciekawiona babcia. Razem z nią czekałam na dalszy ciąg wydarzeń. Po piętnastu minutach ujrzałyśmy uśmiechniętego od ucha do ucha Krzysia obok którego szedł Harry przegryzając nerwowo wargę. Ciekawe o czym rozmawiali. Ku mojemu zdziwieniu nie poszli w naszą stronę tylko ruszyli na parkiet, aby przez niego przejść i wejść na podest dla orkiestry. Czy oni…? Gdy muzycy skończyli grać jedną z piosenek Krzysiu przechwycił mikrofon

- Witajcie kochani! – powiedział – Bardzo dziękuję wam że jesteście ze mną w tym wspaniałym dniu. Jak wiecie poślubiłem dzisiaj najwspanialszą osobę na calutkim świecie i specjalnie dla niej chciał bym zadedykować tą piosenkę. Pozwoliłem sobie poprosić o jej wykonanie Harrego, który przyleciał do nas z Londynu razem z Kaśką, tak więc nie czekajmy dłużej! – powiedział i zeskoczył ze sceny przekazując odpowiednio wcześniej mikrofon Hazzie

- Hi I’m Harry, and this is from Chris to Alice – powiedział loczek i skinął głową dając znak muzyką zaczęli grać. Podniosłam się z miejsca i ruszyłam w stronę parkietu na którym utworzyło się duże koło po środku którego znajdowali się Krzysiu i Ala. Gdy tylko usłyszałam pierwsze nuty wiedziałam co to za piosenka, stałam wpatrzona w Harolda rozkoszując się jego miękkim i melodyjnym głosem.

You are so beautiful to me
You are so beautiful to me
Can’t you see
You’re everything I hoped for
You’re everything I need
You are so beautiful to me
Such joy and happiness you bring
Such joy and happiness you bring
Like a dream
A guiding light that shines in the night
Heavens gift to me
You are so beautiful to me

Przyglądałam się Harremu, który przez całą piosenkę patrzył mi głęboko w oczy, mimo że dzieliło nas dobrych dziesięć metrów niemal czułam jak Harrry zagląda mi w głąb mojej duszy. Gdy skończył został nagrodzony ogromnymi brawami. Skłonił się ładnie i zszedł ze sceny.

- Kochania ja mam bardzo, ale to bardzo dobre okulary – usłyszałam głos mojej babci tuż obok mojego ucha więc automatycznie się odsunęłam – Naprawdę kochanie, życie jest krótkie, nie zmarnuj go! – dodała i pocałowała mnie w policzek, a następnie zostawiła samą ze swoimi myślami.

- podobało ci się? -spytał Harry, nie wiadomo kiedy pojawił się obok mnie

- Oczywiście, było świetnie – powiedziałam tylko uciekając od jego wzroku. Chwilę później usłyszeliśmy piosenkę „ koniec” i zgodnie z jej treścią, z racji że było już po 4 goście zaczęli zwijać się do domów. Wraz z Harrym i rodzeństwem oraz braćmi i siostrami Krzysia zostaliśmy jeszcze chwilkę na sali, aby pomóc trochę ogarnąć. Pożegnaliśmy się z młodą parą i ruszyliśmy no wyjścia.

- pozwolisz że pójdę jeszcze do toalety? -spytał Harry

- Jasne, czekam na dworze – odpowiedziałam i wyszłam na świeże powietrze, a następnie oparłam się o barierkę, która ogradzała malutki mostek na którym się znajdowałam. To był przepiękny dzień. Mimo tych wszystkich wrażeń w głowie cały czas mam wyraz twarzy Hazzy podczas śpiewania „ You’re so beautiful to me”. Usłyszałam jak ktoś za mną odchrząknął, odwróciłam się na pięcie, a wielki uśmiech zamarł mi na ustach.

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Cześć piękne! Tak wiem, długo mnie tu nie było ale obiecuję poprawę i w tym tygodniu na 100% pojawią się jeszcze rozdziały!

Piggy kocham cię za twoje spamy <3

Kocham was wszystkie!

Agatka♥

Rozdział 50

  • Napisane 10 czerwca 2012 o 18:56

Odwróciłam się powoli na pięcie i ujrzałam, no cóż… kogo innego się mogłam spodziewać? Przede mną stał mój były chłopak, obejmując w pasie dziewczynę o rudych prostych włosach.
- Odbijamy? – spytał ponownie Patryk
- Co to za pytanie!? – powiedziała dziewczyna i wyswobodziła się z uścisku chłopaka, a następnie podeszła do mnie i Harrego
- Hi honey, I really like british boys – powiedziała łapiąc Harrego za rękę, chłopak był lekko zdezorientowany, dlatego kiwnęłam głową, aby poszedł z dziewczyną
- Dam radę – powiedziałam bezgłośnie w jego stronę, on kiwnął głową i po raz kolejny posłał Patrykowi groźne spojrzenie. Chłopak nic sobie z tego nie zrobił tylko bez najmniejszego skrępowanie podszedł do mnie i zaczął ze mną tańczyć.
- Zmieniłaś się – powiedział lustrując mnie z góry na dół
- Ty za to wcale – odpowiedziałam obojętnie, muszę zachować zimną krew, nie mogę pozwolić by on, jego obecność, zachowanie czy po prostu istnienie wytrąciło mnie z równowagi, mimo że to wszystko sprawia mi tyle bólu, nie mogę dać po sobie tego poznać.
- Kasiu -powiedział czule, aż się wzdrygnęłam słysząc to zdrobnienie padające z jego ust – Dlaczego jesteś taka chłodna ? Czy nie pamiętasz tego co było między nami?
- Bardzo dobrze pamiętam – powiedziałam patrząc na niego z nienawiścią
- Oj Kasiu Kasiu.. Widzę że teraz zadajesz się z takimi ludźmi – wskazał palcem na Harrego, który tańczył z rudowłosą jakieś dziesięć metrów od nas – Naprawdę kręcą cię tacy chłopacy? Wygląda jak pedał i pewnie nim jest, tak jak ten cały pojebany zespół do którego należy… – dokończył z kpiącą miną
- Nie waż się tak o nim mówić, ani o nikim innym! Nie znasz ich, poza tym Boże o czym ja z tobą rozmawiam?- spytałam wściekła, jak on w ogóle miał czelność się do mnie odzywać?! -No proszę piosenka się skończyła – wycedziłam z sarkazmem – Dziękuję za taniec – powiedziałam gorzko i ruszyłam w stronę wyjścia. Muszę znaleźć się na świeżym powietrzu, czemu tu jest tak gorąco? I dlaczego w moich oczach wzbierają łzy? Wyszłam z budynku i usiadłam na ławce znajdującej się opodal, w centrum pięknego ogrodu, który otaczał restaurację. Objęłam się rękami, zrobiło się chłodno, jednak to nie ma najmniejszego znaczenia, nie czuję nic oprócz furii i złości spowodowanej przez tego idiotę! Zaczęłam szczękać zębami ,a kolana mi drżały, było zimno, jednak w środku cały czas się gotowałam i chyba nawet podświadomi nie przyjmowałam tego co narzucała mi pogoda. Nagle poczułam, że ktoś zarzuca mi materiał na plecy, szybko poderwałam głowę do góry, nade mną stał mój tata.
- Cześć kochanie, mogę się przysiąść? -spytał, skinęłam w odpowiedzi głową i szybko otarłam mokre policzki. Tata usiadł obok i chwycił mnie za rękę – To nie wstyd płakać – powiedział patrząc na mnie z czułością w oczach – Ten chłopak… -westchnął ciężko – Wyrządził ci ogromną krzywdę i jedyne o czym teraz marzę to podejść do niego i tak go sprać ,aby rodzona matka go nie poznała – powiedział kręcąc głową, uśmiechnęłam się do niego delikatnie, tata nigdy nie był impulsywny i zamiast dać upust emocjom wolał odczekać chwilkę i spokojnie porozmawiać, widać przy okazji Patryka jego cierpliwość i spokój były wystawione na ogromną próbę. – Dlatego kochanie trzymaj mnie bo nie ręczę za siebie – powiedział zaciskając usta i marszcząc czoło jakby chciał się mocno skoncentrować. Jego mina rozbawiła mnie i zaczęłam się cichutko śmiać – Nie śmiej się ze starego ojca – powiedział z udawaną obrazą – Ja tu się staram a ty co?
- Wiesz tatku – powiedziałam wzdychając ciężko i opierając głowę o jego ramię – W tym przypadku wolała bym żebyś jednak wybuchnął
- Kochanie, nie masz nawet pojęcia jak i ja tego pragnę -ucałował mnie w czoło – Jednak dzisiejszy dzień jest najpiękniejszym dniem dla Alicji i Krzysia i myślę, że chyba zepsuli byśmy go robiąc rozróbę na środku parkietu, nie uważasz?
- Oczywiście że tak -zgodziłam się, nie wybaczyła bym sobie gdyby jedyną pamiątką ze ślubu Ali miał by być obraz bijących się mężczyzn – Chociaż ta rozróba na parkiecie jest nieunikniona – dodałam kiwając głową i robiąc minę człowieka, który wie wszystko.
- To znaczy? – zdziwił się tata
- Nie widziałeś? -odbiłam piłeczkę
- Co takiego? -tata ożywił się wyraźnie, słysząc że cudowny dzień jego córki ma zostać zniszczony, nachyliłam się nad nim rozglądając się na boki, tak jak bym miała mu teraz wyjawić niesłychaną tajemnicę.
- Ciocia Andzia i wujek Franek, widziałam ich ukradkowe spojrzenia nad stołem, za dwie godzinki, jak będą już bardzo weseli zaczną ze sobą tańczyć, a co stanie się później – gwizdnęłam przeciągle – Chyba potrafisz sobie dokończyć – tata słysząc to parsknął śmiechem i zanosił się nim trzymając za brzuch
- Oj córka, córka! – powiedział przytulając mnie i czule tarmosząc po głowie, niszcząc przy tym moją fryzurę
- Tato! – upomniałam go
- Przepraszam – powiedział nadal się śmiejąc, chwilę później się uspokoiliśmy i spojrzeliśmy na siebie w milczeniu – Kasiu, wiem, że jest to dla ciebie trudne, ale pamiętaj że nie jesteś sama – uśmiechnął się ciepło – Masz mnie i mamę, Alicję, ciocię Izę no i oczywiście twoich nowych przyjaciół… I Harrego – dodał po chwili patrząc na mnie uważnie – Kochanie nie mam pojęcia co się między wami dzieje, ale masz moje wsparcie i pełne poparcie, ten chłopak – tata zamyślił się na chwilkę – Myślałem, że będzie taki strasznie rozpieszczony i pyszny jednak Harry okazał się świetnym mężczyzną i gdyby coś między wami.. –wypuścił powietrze przez usta – W każdym razie jestem z tobą – uśmiechnął się do mnie przyjaźnie i chwycił za dłoń – A propos cioci Izy, mojej kochanej siostry, możesz powiedzieć mi coś więcej o tym jej hmm… facecie?
- Tato! A mówią że to kobiety plotkują – uśmiechnęłam się do niego ciepło – Cóż niestety nie mogę ci powiedzieć za dużo bo wiem tyle co ty jak nie jeszcze mniej, ale z tego co zauważyłam to ciocia rozkwitła, stała się pogodniejsza i bardziej wesoła, a chyba jej szczęście jest dla nas najważniejsze? – spytałam unosząc do góry brwi
- Ależ oczywiście oczywiście! – tata podniósł ręce w obronnym geście – No wiesz po prostu jestem ciekawy – usprawiedliwił się wzruszając ramionami. Nic nie powiedziałam tylko się do niego przytuliłam i przymknęłam oczy, tak bardzo cieszę się, że właśnie tata znalazł mnie siedzącą na tej ławce. Takiej rozmowy było mi trzeba, teraz wiem, że zawsze są ze mną.
- Kate ? – usłyszałam gdzieś obok i momentalnie otworzyłam oczy
- Harry? – powiedziałam odklejając się od taty
- Przepraszam, że nie przyszedłem szybciej, twoja mama chciała ze mną zatańczyć więc nie mogłem odmówić – uśmiechnął się przepraszająco
- Nie ma sprawy, jak widzisz nie jestem sama – wskazałam na uśmiechniętego tatę
- No ta ja was młodzieży zostawiam – zakomunikował ojciec stając z ławki i otrzepując spodnie, podałam mu jego marynarkę a on dał mi całusa w policzek i puścił oczko, a następnie oddalił się.
- Wszystko w porządku? – spytał Harry z troską w głosie, zajmując miejsce mojego rodziciela
- Tak.. jest okej – powiedziałam uśmiechając się delikatnie
- A z Patrykiem…? – dopytywał
- Nic z Patrykiem, on nie istnieje, możemy o tym zapomnieć ? – spytałam i spojrzałam na niego błagalnie
- Z przyjemnością – uśmiechnął się pokazując te swoje dołeczki, a moje serce zaczęło przyspieszać, myślałam że moje oczarowanie osobą Harrego osłabło jednak się myliłam.
- Wracamy? – spytał po chwili ciszy
- Bardzo chętnie – powiedziałam i udaliśmy się z powrotem do restauracji. Przez kolejne godziny udało mi się zapomnieć o niemiłej sytuacji z moim byłym chłopakiem. Praktycznie cały czas tańczyłam na przemian z członkami rodziny – od szalonych kuzynów po spokojnych wujaszków, oczywiście co jakiś czas tańczyłam z Harrym, który świetnie bawił się z moją rodziną i tańczył prawie z wszystkimi kobietami, chociaż było to trudne zadanie. Gdy zmęczeni opadliśmy na nasze krzesła, aby zrobić sobie krótką przerwę przysiadła się do nas moja babcia.
- Dzieciaki muszę z wami porozmawiać – zakomunikowała , spojrzeliśmy na siebie z Harrym zdziwieni – Nie patrzcie się tak, to poważna sprawa! – powiedziała babcia, ale mimo tego sama się do nas pięknie uśmiechnęła
- No dobrze babciu słuchamy – powiedziałam ocierając mokre czoło materiałową chusteczką, którą dostałam w prezencie od rodziców
- No dobrze…- babci wzięła głęboki oddech – może wam sie wydawać, że jestem stara i nic nie rozumiem
- Ale pani nie jest stara – przerwał jej Hazza
- Dziękuję kochaniutki, ale lustro i kalendarz nie kłamią -posłała nam kolejny uśmiech – W każdym bądź razie, mam wam do zakomunikowania kilka rzeczy – razem z Haroldem spojrzeliśmy na nią wyczekująco – Nie chcę zaczynać tej rozmowy od tekstu ” za moich czasów”, bo jak to mawiał mój kochany mąż, gracze się zmieniają a gra pozostaje taka sama – nadal nic nie rozumiałam, a sądząc po minie Harrego on chyba też nie – No co? – zapytała babcia przewracając oczami – Dobrze dojdę do sedna sprawy, czy wy się zabezpieczacie? – jestem niemal pewna że w tym momencie oczy wyszły mi z orbit, a Hazza zarumienił sie jak mała dziewczynka i uciekał od mojego wzroku, przez chwilę panowała kompletna cisza
- Babciu to nie tak – starałam się to wytłumaczyć jednak język mi się plątał, to chyba normalne, że krępuję się w rozmowie na TEN temat z moją BABCIĄ! – Bo my… -odchrząkałam – My nie jesteśmy parą – powiedziałam w końcu, babcia spojrzała na mnie pytająco – Nie jesteśmy parą, a co dopiero… – nie dokończyłam zdania.
- Naprawdę, nie jesteście? – babcia była wyraźnie zdziwiona – Chyba muszę kupić sobie mocniejsze okulary bo wydawało mi się coś innego, w każdym bądź razie jeśli będziecie kiedyś w przyszłości
- Babciu! – przerwałam jej. Matko, skąd jej do głowy przyszło coś takiego?
- Nie mam nic przeciwko abyście się nie zabezpieczali, myślę że mieli byście piękne dzieciaki – powiedziała babcia po czym wstała od stołu i zostawiła nas samych i nie wiedzących co powiedzieć
- To było… -zaczął Harry
- Najdziwniejsza rzecz jaką usłyszałam – dokończyłam za niego, a on potwierdził to skinieniem głowy. Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu. Babciu naprawdę powiedziałaś coś takiego?! Nadal nie mogłam w to uwierzyć
- Może o tym zapomnimy? – spytał Harry odgadując moje myśli
- Świetny pomysł – pochwyciłam
- Proszę państwa wybiła dwunasta więc nie mamy na co czekać tylko rozpoczynamy OCZEPINY! – zakomunikował wodzirej, a ja uśmiechnęłam się szeroko, oczepiny – to jest to co w weselach uwielbiam najbardziej!

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

I kolejny, Patryk trochę komplikuje, ale zobaczycie co się będzie potem działo

Mam nadzieję że wam się podoba

Agatka♥

PS tak wyobrażałam sobie pierwszy taniec Ali i Krzysia



Rozdział 49

  • Napisane 9 czerwca 2012 o 17:22

Ruszyliśmy do przodu prowadzeni przez księdza, wzięłam Antka pod rękę, a on uśmiechnął się do mnie delikatnie. Wydać, że był zestresowany, prawie tak samo jak ja lub nasza para młoda. Msza przebiegała tradycyjnie, bez większych komplikacji. Oprawę muzyczną zapewniała nam Martyna i jej cztery koleżanki, które należały do scholii. Martynkę – bo tak się do niej zwracałam, moim tego że było ode mnie starsza – poznałam dwa lata temu, jest siostrą kolegi Alicji. Spotykałyśmy się przy okazji jakiś imprez – urodzin czy domówek. Jest naprawdę przesympatyczną dziewczyną z krótkimi blond włosami ściętymi na „pazia”, oprócz tego że jest ładna i miła posiada piękny melodyjny głos i potrafi grać na skrzypcach. Sama zaproponowała Alicji, aby to ona wraz z innymi dziewczynami przygrywały w kościele w ten niesamowity dzień. Moja siostra oczywiście się zgodziła, była nawet trochę zdziwiona, że dziewczyna wyszła z inicjatywą. Podczas mszy odczytano dwa czytania, oczywiście zrobili to poproszeni wcześniej goście – wujek Andrzej czytał fragment księgi Rodzaju, a Mikołaj – Hymn do miłości – który niby był taki przewidywalny i oklepany, ale gdy pomyślałam sobie, że taką właśnie miłością darzą się Alicja i Krzysiu, po moim policzku spłynęła łza, którą otarłam prędko. Może i mnie będzie dane usłyszeć kiedyś to samo czytanie podczas własnego ślubu? Chyba nawet podświadomie przekręciłam głowę w prawą stronę. Ujrzałam tam lekko uśmiechniętego Harrego, gdy nasze spojrzenia się spotkały szybko odwróciłam głowę, aby na dobre nie zatracić się w głębi jego oczu. Po homilii nastąpił czas na składanie przysięgi małżeńskiej. Pierwszy raz widziałam Krzysia tak zestresowanego! Powstrzymując łzy i próbując połknąć gulę, która urosła mu w gardle wypowiadał drżącym głosem słowa przysięgi. Alicja nie kryjąc się z potokiem łez za to z ogromnym uśmiechem na twarzy powtarzała słowa księdza. Po zakończeniu mszy udaliśmy się do zachrysti gdzie podpisaliśmy akt ślubu. Wychodząc z kościoła nasza świeżo upieczona para została obsypana gradem groszówek i płatków kwiatów. Zgodnie ze zwyczajem młodzi zaczęli zbierać porozrzucane pieniądze, z pomocą przyszła im świta małych brzdąców z Ewą na czele. Oparłam się o ścianę kościoła i przymknęłam powieki. Bardzo cieszyłam się ze szczęścia siostry jednak z drugiej strony byłam tak strasznie zazdrosna… Poczułam że ktoś stanął obok mnie i otworzyłam oczy. Był to Hazza, który z uśmiechem przyglądał się Alicji i Krzysztofowi
- Wyglądają jakby do szczęścia nie było im już nic potrzebne –powiedział nie odwracając się w moją stronę
- Bo tak jest… – Z racji, że pogoda dzisiaj dopisała, a na niebie nie było ani jednej chmurki goście ustawili się w kolejkę i zaczęli składać życzenia młodej parze przed świątynią. Ustawiłam się z Harrym, Antkiem i jego dziewczyną obok Ali i Krzysia i odbieraliśmy od nich prezenty. Witałam się uśmiechem z mijającymi mnie gośćmi , gdy nagle zobaczyłam kto składa życzenia mojej siostrze, a ta odpowiedziała na nie wyjątkowo chłodno. Patryk. Spojrzałam na chłopaka i czułam, że wszystko powraca, cały ból, cała złość. Nie zmienił się wcale. Jego blond czupryna nadal zaczesana była na lewą stronę, cieniutkie usta wykrzywione były w uśmiechu. Jednak nie był to przyjazny grymas raczej… kpiący.
- Cześć Kasiu – powiedział mrużąc oczy jak kot. Zaraz się przewrócę, zaraz się popłaczę… czuję jak rozpadam się na milion kawałków pod ciężarem jego wyzywającego spojrzenia. Na szczęście nie wiadomo skąd poczułam ciepło czyjejś dłoni na mojej tali i rękę ściskającą moją dłoń w czułym uścisku. Zerknęłam za siebie i zobaczyłam Harrego, którego wzrok utkwiony był w Patryku. Jeszcze nigdy nie widziałam, aby Harry właśnie Harry patrzył na kogoś z taką odrazą i nienawiścią. To dodało mi siły, nie wiem dokładnie czy jego spojrzenie czy ta rękę, w każdym razie zmroziłam wzorkiem stojącego naprzeciwko mnie mojego ex.
- Cześć Patryk – powiedziałam chłodno. Chłopak się zdziwił, najwyraźniej nie spodziewał się takiego opanowania, zapewne tylko czekał aż się rozbeczę. Oddalił się nic nie mówiąc, a ja wypuściłam powietrze przez usta, nawet nie zorientowałam się że przez cały czas wstrzymuję oddech.
- Jestem z ciebie dumny – powiedział mi na ucho Harry i pocałował mnie w policzek, a później jeszcze raz uścisnął moją dłoń.
- Dziękuję – odpowiedziałam z wdzięcznością. Następnie udaliśmy się do restauracji w której miała odbywać się zabawa weselna. Wchodząc do środka pod rękę z Harrym byłam pod ogromnym wrażeniem wystroju jak i całej restauracji. Poza tym czy wspominałam już jak to fajnie jest mieć wielką rodzinę? Dekoracją zajmowała się ciocia Anna, ona również układała nam kwiaty i bukiety ślubne, jeśli chodzi o fryzury i makijaż zaprzyjaźniona koleżanka kuzynki czyli dla nas jakaś piąta woda po kisielu, ale zawsze coś! Sala w której odbywała się zabawa była dużym prostokątem, określenie duży chyba nawet nie pasowało…on był ogromny! No ale pomieścić 300 osób to nie lada wyzwanie na szczęście ta knajpa poradziła sobie z nim perfekcyjnie! Stoły ustawione były w ogromną literą „ U” po lewej stronie znajdował się szeroki parkiet, w którego prawym rogu stał podest dla orkiestry, która składała się z 5 młodych chłopaków. Każdy z gości dostał kieliszek z szampanem, a młodą parę chlebem i solą powitali rodzice. Po wzniesieniu toastu i odśpiewaniu „sto lat” ( wszyscy strasznie fałszowali ale przecież nie to się liczy) goście utworzyli ogromne koło pośrodku którego Ala i Krzysiu tańczyli swój pierwszy taniec. Nie zdziwiłam się słysząc piosenkę z filmu „duch” – Alicja uwielbia ten film i oglądała go już z milion razy, a dialogi zna na pamięć. Na początku moja siostra i jej mąż kołysali się w rytm melodii, która w pewnym momencie gwałtownie się urwała, razem z resztą zdezorientowanych gości spojrzałam w stronę orkiestry gdy usłyszałam dobiegający z głośników utwór MC Hamera – Can’t touch this! Ala i Krzysiu oderwali się od siebie i zaczęli tańczyć dziwne kroki rodem z dyskoteki. Wyglądało to przekomicznie! Najlepszy był fakt, że ta o to para świetnie bawiła się. Wszyscy goście zaczęli klaskać w rytm piosenki. Po zakończeniu naprawdę nietradycyjnego pierwszego tańca Ala i Krzysiu zostali nagrodzeni gromkimi brawami To było świetne!
- Czy w Polsce wszystkie pierwsze tańce tak wyglądają? – spytał Harry
- Definitywnie nie! – odpowiedziałam uśmiechając się i spoglądając na kłaniających się zakochanych. Po kilku minutach podano obiad : tradycyjnie i po polsku – nie był porcjowany, tylko podany w miskach –biały ryż z mięsem i sosem, różnego rodzaju mięsa, ziemniaki, surówki… dużo tego było! Po najedzeniu się orkiestra zaczęła przygrywać wesołe piosenki w rytmie disco-polo oraz żywe góralskie pieśni z przytupem. Zostałam wyciągnięta na parkiet przez mojego zwariowanego kuzyna Bartka, który nic nie robił sobie z moich protestów tylko wziął mnie na ręce i wygłupiał się jak małe dziecko. Po dwóch piosenka zostałam odbita przez wujka Mateusza, który parę ładnych lat temu był profesjonalnym tancerzem, więc partnerowanie mu było czystą przyjemnością. Wymęczona ruszyłam powoli na swoje miejsce, tam ujrzałam Harrego rozmawiającego z moją ciocią. Zupełnie zapomniałam o jego obecności. Jak ja mogłam zostawić go tu samego, a sama bawić się jak wariatka? Podeszłam do stołu i usiadłam na swoim miejscu
- Witaj kochanie – powiedziała ciocia– Widzę, że Mateusz wziął cię w obroty?
- O tak! Ledwo żyję – rozmawiałyśmy po angielsku, który cioci nie sprawiał żadnego kłopotu. Moja chrzestna posiedziała z nami jeszcze chwilkę i udała się na pogawędkę z dawno nie widzianą rodziną. Spojrzałam w prawą stronę, gdzie przy stole siedziało moje kuzynostwo, wszyscy w przedziale od 15 do 25 lat. Nie ma co, trzeba się przywitać!
- Harry, pójdziesz ze mną do moich kuzynów? Chciała bym cię im przedstawić – powiedziałam wyciągając rękę w stronę loczka
- Oczywiście – odpowiedział mi z pięknym uśmiechem chwytając moją dłoń.
- Cześć wszystkim – powiedziałam głośno
- Kaśka! – rzuciła się na mnie Marcelina, wyściskałam się z niewidzianą przez długi czas kuzynką
- Słuchajcie to jest Harry – powiedziałam po angielsku – mój… -zawahałam się na chwilkę.. co ja tu powinnam powiedzieć?
- Przyjaciel – dokończył za mnie Harold uśmiechając się ładnie, moi kuzyni bez większych oporów podeszli do loczka i zaczęli się przedstawiać, myślę że chłopak pogubił się słysząc padające imiona mojej rodziny , ale mimo to zachowywał pokerowy wyraz twarzy. Chłopcy zarobili miejsce między sobą i zaprosili Harrego aby usiadł obok nich.
- Musimy pokazać ci jak to się pije w Polsce – powiedział Wiktor napełniając kieliszki czystą. No nie tylko nie to! Jeszcze go upiją!
- Chłopcy tylko spokojnie – powiedziałam grożąc im palcem
- Spoko luz kuzyneczka! Chłopak da radę! – uśmiechnął się do mnie zadziornie Wiktor. Harry pogrążył się w rozmowie z chłopakami na temat piłki nożnej, ja natomiast zostałam wypytana przez dziewczyny (oczywiście rozmawiałyśmy po polsku) skąd ja wytrzasnęłam takiego przystojniaka i czy ma jakiś niezajętych kolegów albo brata. Później zaczęłyśmy rozmawiać o starych dobrych czasach i uśmiałyśmy się przy tym co nie miara. Orkiestra po krótkiej przerwie wznowiła swoje „działania” i zaczęła grać piosenkę „ Kolorowe jarmarki” Maryli Rodowicz. Harry wstał z miejsca i podszedł do mnie wyciągając rękę
- Mogę prosić? –zapytał po polsku! Po polsku!! Co najważniejsze zrobił to niemal bez błędnie! Dziewczyny zaczęły cicho rechotać pod nosem, a Hazza puścił do mnie oczko. Bez zawahania chwyciłam jego rękę i poszłam na parkiet. Mamusiu nie wiedziałam że on tak dobrze tańczy! Czy ten chłopak nie jest zbyt idealny?
- Jak ci się podoba? – spytałam gdy młodzi muzycy zaczęli grać wolniejszą melodię
- Masz świetną rodzinę no i oczywiście ogromną! – powiedział śmiejąc się
- Uważaj na chłopaków – ostrzegłam go – Potrafią dużo wypić
- Spokojnie – powiedział – Oni piją trzy kolejki a ja jedną, nie wiedzą że podmieniam kieliszki – zakończył z chytrym uśmieszkiem
- Sprytne! – pochwaliłam kiwając głową
- Nie mam zamiaru dzisiaj dużo wypić, chcę zapamiętać ten dzień – powiedział z tajemniczą miną i pięknym uśmiechem
- To dobrze, bo ja dzisiaj też nie piję! No może lampki wina sobie nie odmówię.. –udałam że się zastanawiam ,a Hazza zaczął się śmiać
- Przepraszam, mogę odbić? – usłyszałam za swoimi plecami, a Harry momentalnie spiął mięśnie.

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
Witajcie kochane! Strasznie przeprszam że dopiero dzisiaj

Odpowiedz dla piggi : żyrandol był bardzo wygodny jednak stwierdziłam, że muszę zejść na ziemię i napisać kolejny rozdział ;p

No cóż, akcja taka sobie mam nadzieję, że nie zabijecie mnie z powodu takiego opóźnienia , ale mimo tego, że nawet miałam chwilkę czasu to gdy siadałam przed komputerem w głowie miałam kompletną pustkę, jakoś to wszystko ze mnie wyparowało, ale widząc liczbę odwiedzin i komentarze za które dziękuję z całego serducha stwierdziłam, że trzeba sie spiąć i w końcu coś napisać.

i tak o to powstał kolejny rozdział, mam nadzieję, że wam się spodoba,

postaram wstawić sie coś jutro!

Dziękuję że jesteście ze mną ;*

Agatka♥

INFORMACJA

  • Napisane 27 maja 2012 o 19:41

Witajcie Piękności!
Cóż, taka mała informacja.
Bardzo, bardzo, bardzo przepraszam że w tym tygodniu pojawiło się tak mało wpisów! Dzisiaj chciałam napisać rozdział, ale niestety – jak jest czas, to nie ma weny. Nie chciałam tu wstawiać byle jakiego gniota, więc mam nadzieję, że zrozumiecie.
Ok, informacja dotycząca przyszłego tygodnia.
Otóż moje kochane, moja cudowna rodzinka zajmuje sie sprzątaniem kościała, a w naszej parafi w tym tygodniu jest w poniedziałek bieżmowanie, a w niedzielę komunia. Oprócz tego że trzeba ten naprawdę duży kościół zrobić na błysk, moja mama jest florystką ( robi taki piękne bukiety śłubne i wiązanki że łooo… dobra nie ma to jak przechwalać sie swoją mamą ) w każdym bądź razie mama układa kwiaty a ja dodatkowo mam do wyprasowania 4655468792398 km materiału który trzeba porozwieszać po całej świątyni.
Acha czy wspomniałam już że moja siostra ma w tym roku komunię?
No właśnie, więc do tego maratonu dochodzi jeszcze posprzątanie całego domu.
+ w sobotę idę do chłopaka mojej przyjaciółki na 18 ( na komuni będę spała pod stołem, na stole, na krześle, na podłodze i na żyrandolu)
no i nie zapomnijmy o cudownej szkole, która w tym tygodniu zapewnia nam takie atrakcję jak : projekt z geografii, sprawdzian z angielskiego i matematyki.
Na dokładkę mogę powiedzieć, że dochodzą mi do tego 3 treningi w tygodniu.
SŁODKO.
Mam nadzieję, że będziecie wyrozumiałe i nie obrazicie się jeśli w kolejnym tygodniu nic się nie pokaże. Może uznacie moje wytłumaczenie za jakieś wykręty czy coś, ale taka jest prawda.
Mimo tego wszystkiego mam nadzieję, że nadal będziecie tu zaglądać i ta tygodniowa przerwa was nie zrazi.
Co do komentarzy i próśb o „akcję” Kate+ Hazza, powiem tak : mam plan, który zamierzam wcielić w życie. Niektóre osoby już o nim wiedzą ( siema Marta ; * ) i jarają się nim, więc myślę, że kiedy ( W KOŃCU!) się pojawi będziecie zadowolone!
KOCHAM WAS ! i dziękuję za to, że dzięki wam moje życie nabroło więcej kolorów ( o ile było to możliwe) !
MASSIVE THANK YOU!
Agatka♥


  • RSS